piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 34

I co ja mam teraz zrobić ? Zarumieniłam się. No facet co ty ze mną robisz ? 
-Missi-jego głos był tak ochrypły.
Podniósł się z łóżka a ja odruchowo zrobiłam krok do tyłu. Patrzyłam zaskoczona w jego oczy jego piękne oczy. Podchodził do mnie. Chciałam się ukryć tak żeby mnie nikt nie znalazł. On tylko westchnął i przyciągnął do siebie mocno przytulając mnie. Zaczęłam się trząść. Może to że strachu. Nie mam pojęcia. Przecież stoję przed nim w samym ręczniku. 
-Harry ? -powiedziałam prawie nie słyszalnie.Tylko on umiał zmienić mnie w wstydliwą laskę. Jak miło po prostu. Wypuściłam powietrze z płuc.
-Tak ?-wyszeptał ochrypłym głosem. 
Tym głosem co jest naprawdę ale to naprawdę niski. Wciągnęłam głośno powietrze do płuc. 
-Mógłbyś mnie puścić ?-wyszeptałam 
-Nie wiem.
-Musze się ubrać.
-Nie widzie takiej potrzeby.-poczuła jak się uśmiecha. O matko Harry przestań. poczułam jak moje policzki robią się coraz bardziej czerwone. Podniosłam na niego wzrok. Jego oczy były ciemniejsze niż zwykle. Mocniej przycisnęłam ręcznik do mojej klatki piersiowej. 
-Chce się ubrać.-powiedziałam starając być się bardzo stanowcza.
-A ja powiedziałem już że nie widzie takiej potrzeby.-przybliżył swoją twarz do mojej. Poczułam jego usta na swoich. Całował mnie z taką pasją oddałam pocałunek. Kiedy to zrobiłam poczułam jak jedną rękę kładzie mi na karku i przyciąga bliżej siebie. Skolei drugą przesuną na moje biodro.Naparł na mnie swoim ciałem tak że musiałam się cofnąć także aż napotkały moje plecy przeszkodę od postacią ściany tuż obok drzwi od łazienki. Oderwał się od moich ust i wyszeptał:
-Przecież wiesz że tobie nic nie zrobię.
-Tak wiem-spuściłam głowę.
-Ej-złapał delikatnie za mój podbródek i podniósł moją głowę tak żebym widziała jego. 
-Wiem że się boisz ale musisz kiedyś przełamać swój lęk.-wyszeptał łagodnym głosem.
-Nie.-próbowałam się odsunąć od niego ale przecież za moimi plecami była ściana. Skuliłam sie przy ścianie. Harry klęknął odrazu koło mnie i przyciągnął do swojej klatki.
-Ciii nic ci nie zrobię-usiadł koło mnie i posadził mnie sobie na kolanach kołysał mnie w przód i w tył. Położyłam głowę na jego ramieniu. Patrzyłam na jego szczękę. Wygląda  Jak anioł . Uśmiechnęłam się przecież to anioł. Mroczny anioł przeze mnie. Uśmiech z mojej twarz zniknął. Ja zniszczyłam  jego życie. Obróci głowe w moją stronę i pocałował mnie w czoło. Podniosłam głowę i patrzyłam na niego. Położyłam niepewnie dłoń na jego policzku. Zamknął oczy i wtulił twarz w moją dłoń. Westchnęłam. Dlaczego on musi być taki ? Dlaczego nie może być jak wszyscy inni którzy chcą mnie skrzywdzić i dowlec do Klausa ? Cała się spięłam. Harry chyb to wyczuł bo otworzył oczy. 
-O czym myślisz ?
-O niczym.-Westchnęłam wstałam z jego kolan i wzięłam ubrania wyszłam z pokoju. Ubrałam się w salonie. No co dam jest pusty a Harry jest w pokoju do góry. Usłyszałam jak Harry jak schodzi po schodach podeszłam szybko do drzwi. 
-Nigdzie nie idziesz.-warknął. Komuś humorek się zjebał uroczo.
-To patrz.-otworzyłam drzwi ale on tylko tylko machnął dłonią w stronę drzwi one się zamknęły z hukiem. Chcesz się tak bawić ja jestem w tym lepsza. Obróciłam się w jego stronę i podniosłam dłoń a jego ciało uniosło się rzuciłam nim o ścianę koło wejścia do salonu. Wyszłam z domu. No i co że to Harry. Mi się nie mowi co mam robić. wzbiłam sie w powietrze nie wiedząc dokąd lecieć. Skończyło się na tym że wylądowałam na tej samej polanie wśród zakazanego lasu gdzie odkryłam czym jest Harry. Odkąd pamiętam zastanawiam się po co istnieją takie stworzenie jak my. Znacie mitologie grecką. To prawda te wszystkie stworzenia istnieją. Ciekawe co nie? Ciekawi mnie gdzie one wszystkie są. Skoro są tak potężne to dlaczego Klaus nie kazał im mnie znaleźć. No ale to było by za mądre zdecydowanie jak na Klsusa. Wdrapałam się na drzewo i usiadłam na jednej z gałęzi. Po jakimś czasie zasnęła na tym drzewie. Obudziłam się było jeszcze ciemno. Ruszyłam dupę i zeskoczyłam z tego drzewa. Usłyszałam szelest za mną. Zobaczyłam banshee. Istotę ukazującą się temu który za niedługo umrze.Zaśmiałam się. Serio mi. I co jeszcze.
-Po co mi się ukazałaś?
-Chyba nie muszę ci to tłumaczyć księżniczko aniołów. 
-Nikt nie mówi do mnie tak. Prawie nikt nie wie kim jestem. To skąd ty wiesz?-No jak ona to robi że wie wszystko. 
-Ja wszystko wiem. Wiem że Missi to tak naprawdę twoje imię.-uśmiechnęła się nie wiadomo jak czy mile czy wręcz przeciwnie.
-Niby skąd wiesz ?-Skąd ona to kurwa wie. Przecież nawet Klaus nazywa mnie Missi.
-Wiem  że nie masz tylko jednego imienia-To kurwa już przegięcie.
-Twoje imiona to Katherine  Annabelle ale trzeciego imienia nie mogłam znaleźć dobrze je zamaskowałaś.-wciągnęłam głośno powietrze. Niby skąd ona to wiedziała to była moja tajemnica. -Ale trzeba przyznać oryginalne imiona. Katherine potężne jak same żywioły ziemi a zarazem piękne. Takie imię nosiła pierwsza najpotężniejsza królowa Aniołów a nie była tylko aniołem była potężną czarownicą nieprawdaż?-uśmiechnęła się do mnie. Nienawidzę uśmiechu tej suki. Pies piekieł już się lepiej uśmiecha kiedy chce się zeżreć. Trzeba przyznać miłe słowa nie. Mała ciekawostka pies piekieł jest demonem który może przybrać postać człowieka.
-Skończyłaś swoją nudną wypowiedź?
-Nie przerywaj mi!-krzyknęła a ziemia aż się zatrzęsła. Nie zrobiło to na mnie jakieś większego wrażenia bo to było słabe.
-Bo co ?-uśmiechnęłam się wyczekująco na jej następny ruch.
-Oj dziewczynko ty mnie nie sprowokujesz mnie przykro mi. Pozwól że dokończę. Z kolei Annabelle dostałaś te imie od samej najpotężniejszej w całej historii czarownicy a zarazem demonem najbardziej potężnym po samym Hadesie. Zostawiłam najlepsze na sam koniec ona jest twoją babką. Moja droga.-powiedziała wyczekując moją reakcje.
-Myślisz że fakt iż ta Annabelle była moją babką robi na mnie jakieś większe wrażenie?
Oj moja droga to jeszcze nic moja rodzinka jest dużo bardziej pojebana.-wzruszyłam ramionami-wracając do twojego ukazania się. Po co przylazłaś do mnie ?
-Nie po to żeby powiedzieć że umrzesz. Posłuchaj mnie uważnie. Zginie osoba która jest naprawdę bliska twemu sercu twój Anioł ukochany zielonooki.-po tych słowach znikła 
To nie może by prawda. Wzbiłam się w powietrze po jakimś czasie wleciałam do domu. Zaczęłam szukać Harrego po całym domu. Pobiegłam do pokoju nie było go tam. Wbiegłam do pracowni siedział tam cały i zdrowy. Kiedy ma to nastąpić. Podeszłam do niego wtuliłam się w jego klatkę. On nic nie powiedział tylko objął mnie ucałował w czoło. 
-Mówiłam że cie nie skrzywdzę. Widziałaś mnie przed wyjściem byłem wściekły ale nic ci nie zrobiłem. Siedzie tu odkąd wyszłaś i zastanawiam się dokąd poszłaś, co się dzieje z tobą czy ci się coś nie stało. Skąd masz tyle siły.-złapał mnie za podbródek podniósł moją głowę tak że byłam zmuszona patrzeć w jego oczy.
-To długa historia którą nie warto opowiadać.-wyszeptałam. On tylko kolejny raz westchnął jakby nie miał siły mówić do mnie. 
-Dobrze powiem.-westchnęłam-Jestem następca tronu aniołów to dlatego.
-Co ty mówisz ?-nawet nie starał ukryć zdziwienia. 
-To co słyszałeś.-wzruszyłam ramionami.-Nie mówiłam ci że Klaus jest królem bo nie widziałam takiej potrzeby po za tym nie chce tego tronu nie chce być królową-krzyknęłam wkurzyłam się.
-No już nie denerwuj się.-pocałował mnie. Od razu złość minęła.-To dlatego jesteś taka ważna dla Klausa.
-No mniej więcej.-wzruszyłam ramionami.
-Już wyobrażam sobie twoje bajkowe dzieciństwo w pałacu.
-Ta bardzo bajkowe. Ciągła musztra i ćwiczenia,treningi na łowce odkąd skończyłam 5 lat. Bardzo mi to kurwa bajkowe dzieciństwo. Od przyszłych łowców wymaga się najwięcej. Musimy być bez błędni w swoim przyszłym zawodzie. Jak nie będziemy najlepsi przyniesiemy hańbę rodu królewskiemu i zostaniemy wygnani zapomniani.-Harry zrobił wielkie oczy.-Skutki barania nauk u mistrza łowców.-wzruszam ramionami.-To nie jest takie fantastyczne jak sobie wyobrażasz brać u niego lekcji. To była po prostu musztra jak w wojsku. Dobry władca  powinien działać według nauk wpojonych od dzieciństwa. Dobry łowca powinien  wykonywać rozkazy stanowczo. Dobry władca powinien działać bez emocji a co najważniejsze pozbyć się uczuć.-powiedziałam na jednym wdechu. Patrzył na mnie zaszokowany widocznym na jego twarzy.-Bardzo bajkowe życie co ?-uniosłam jedną brew do góry.
-Przepraszam nie wiedziałem.-przytulił mnie jeszcze mocniej oparł brodę o moją głowę
-Nikt tego nie wie. To tajemnica królewska.
-Ciii nie mów już o tym.-gładził dłońmi moje włosy. 
-Sam zacząłeś.-burknęłam pod nosem
-Co teraz będziesz mówić jak dziecko -uśmiechnął się
-Nie.-wyrwałam się z jego objęć i wyszłam z pokoju.
Usłyszałam jego śmiech za mną. Podbiegł do mnie.
-No wcale nie będziesz.-ucałował mój policzek.
-No nie będę.-krzyżuje ręce na klatce.-Uważaj bo się jeszcze udławisz tym śmiechem.
-To mi nie grozi.
-A to szkoda.-wymamrotałam pod nosem. Zbiegłam po schodach na parter. Nie zdążyłam nic zrobić bo już byłam przygwożdżona do ściany przez Harrego.
-A gdzie mi uciekasz ?-przybliżył swoją twarz do mojej.
-Jak najdalej -pokazałam język i uśmiechnęłam się wrednie.
-Ach tak to się nie da.-uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie.
-Da.-wyszeptałam.
-Nie.oparł swoje czoło o moje.
-Da.-szepcze. Pomachał głową na nie przybliżając swoje usta do moich pocałował mnie. Przymknęłam oczy i oddałam pocałunek. Oderwał się po chwili od moich ust patrzył w moje oczy z taka troską. Istota najbliższa mojemu sercu umrze. Czyli ty szmaragdowy. A jak to nie Harry? Jak o niczego tu nie chodzi ? A jak nie to kto? Nikogo innego nie mam. Zamknęłam oczy.
-Hej,co się dzieje ?-przytulił mnie do swojego serca i gładził moje włosy. Nic tylko umrzesz przeze mnie. Musze uciec od ciebie. Poczułam ukucie w klatce piersiowej jakby moje serce protestowało. One kocha jego. Dlatego musimy odejść serce bo z nami umrze. Jak będziemy daleko od niego to nic jemu się nie stanie. Czy dam rade odejść od ciebie drogi szmaragdowy. Znowu ciągle ucieknę.

_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTARZ :) DZIĘKI 

piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 33 ^^

Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Może odruchowo nie wiem. Ale o tym pomyśle jak odbije tamtą laskę bo przecież wampir nie da nam spokoju. 
-Harry?-położyłam strój łowcy na łóżko.
-Hmm?
-Możesz wyjść z pokoju chciałam się przebrać?
-Nie masz innego stroju ?-powiedział z złością w głoście.
-Nie,dobrze wiesz że jestem łowcą i w nim czuje się najlepiej zabijam bez skrupułów a tamci ludzie nie mają prawa żyć.-powiedziałam lekko zdenerwowana. Mam dość nie rozumie że jestem wychowana na łowce. Nie moja wina że Klaus mnie tak wychował wpoił mi dużo złych rzeczy że są dobre a ja byłam tylko małym dzieckiem. Umiał zrobić to własnemu dziecku to do czego jest zdolny zrobić człowiekowi którego kompletnie nie zna.
-Możesz już wyjść?-powiedziałam zdenerwowana.
Fukną coś pod nosem i wyszedł z pomieszczenia zamykając drzwi z hukiem. 
Czasami zachowuje sie gorzej niż małe dziecko. Zaczęłam się rozbierać stałam przed łóżkiem w samej bieliźnie. Ubrałam się w strój łowcy i stanęłam przed lustrem. Wróciły wspomnienia które chciałam zapomnieć. Miałam przed oczami jak zabiłam te wszystkie osoby.  A najwyraźniej widziałam oczy siostry Harrego ten strach w nich. Strach przed śmiercią jeszcze wtedy nie wiedziałam że to jego rodzina. Najgorsze w tym tym wszystkim jest to że sprawiało mi to przyjemność zabicie je.Te łzy w oczach matki dziewczyny kiedy zobaczyła swoją córkę leżącą martwą w salonie  na podłodze. Jak uklękła koło niej płacząc jak patrzyła na mnie przed śmiercią. Teraz co bym chciała zrobić to cofnąć czas i powstrzymać sama siebie przed tym. Wtedy Harry był by szczęśliwy i by nie stał się aniołem ciemność był by normalny a teraz jest skazany ma takie życie jakie mu napisałam. Bardzo bym chciała to zrobić. No ale niestety nie mogę tego zrobić. Dobra kończę o tym nawijać. Kilka razy zamrugałam i weszłam do pokoju skąd wyjęłam strój. Chwyciłam w dłonie sztylety te same którymi zabiłam rodzinę Harrego. Broń palna też jest dobra ale sztyletami zabijasz cicho i szybko możesz się przekraść na ziemie wroga. Ta widać że jestem córką Klausa. Na pierwszy rzut oka to widać niestety a jak coś powiem to już w ogóle. A tak bardzo bym chciała żeby to nie było widać ale no coż takie geny niestety. Chwyciłam jeszcze dwa srebrne pistolety i zapasowe magazynki. Jeszcze szybko ubrałam glany. Zeszłam na parter weszłam do salonu gdzie siedzieli chłopacy i wampir . Lucien spojrzał na mnie.
-No no no nie wiedziałem że jesteś łowcą.-powiedział ni to zaskoczony ni to zadowolony. 
-To jakoś słabo zbierałeś o mnie informacje.-zaśmiałam się-Wampir ma czym walczyć. A wy ?-  spojrzałam na chłopaków. Wciągnęłam z kieszeni pęk kluczy rzuciłam je w strone Zayna. 
-Masz. Klucz do piwnicy pójdziesz tam i weź tyle broni ile będzie trzeba.-Zayn wstał a za nim Niall. Zayn omijał mnie złapałam go za rankę. 
-Sara przyjdzie ?
-Tak. Ale po co ci ona ?-powiedział zdenerwowany 
-Zobaczysz. Nic sie jej nie stanie chyba nie stanie.-uśmiechnęłam się i puściłam jego rękę a on fuknął coś pod nosem. Poszedł z blondynem po broń. 
-Harry a ty masz broń ?
Martwię się o niego. Tak ja martwię  się o kogoś. 
-Mam.-Warknął w moją stronę.
-Czemu mówisz do mnie takim tonem ?
-Bo masz na sobie ten cholerny strój łowcy na sobie.
-To przecież nic nie zmienia jestem tą samą osobą co bez tego stroju.-westchnęłam 
-To ja może was  zostawię.-Lucien wyszedł z salonu a Liam i Louis za nim.
-Zmienia nienawidzę widzieć cie w tym stroju dla tego chciałem żebyś jego  kurwa zmieniła.-podniósł głos.
-To masz kurwa pecha ja jestem łowcą już nie zabijam jako łowca tylko żeby przeżyć. Próbuje się zmienić ale jak ty tego nie widzisz to widocznie jesteś ślepy. -Wrzeszczę mu te słowa prosto w twarz. Zacisną szczękę patrzył na mnie z mordem w oczach próbując się uspokoić. 
-Rozumiem tylko ciężko się z tym pogodzić.-powiedział smutnym głosem. Podszedł do mnie bliżej i się do mnie przytulił położył głowę na moim ramieniu. Wtulił twarz w moje włosy zaciągnął się ich zapachem próbując się uspokoić. Całuje jego we włosy  głaszcze jego loki. Czułam jak dzięki temu co robię uspokaja się.
-Ja ciebie też przepraszam.-mówię cicho
-Dobra musimy zbierać się i ratować tą laskę.-powiedział niechętnie i odsunął się ode mnie. Ja też nie mam za bardzo na to ochoty żeby ratować tą dziewczynę.
-Ruszczcie się.-usłyszałam krzyk Lucian'a.
Zamykam oczy po chwili je otwieram i ruszam w stronę drzwi. Wyszłam na zewnątrz. 
-Ty się  tak nie wydzieraj bo nie jesteś na swoim także morda w kubeł wampirku.-powiedziałam wkurwiona.
Zobaczyłam Sare oczywiście Zayn stał koło niej. Podeszłam do niej.
-Sara wejdziesz do siedziby gwardii i zajmiesz ich czymś przez chwile.-powiedziałam prosto z mostu. Zayn już otworzył usta żeby coś powiedzieć.
-Siedź cicho nic jej się nie stanie jest człowiekiem.
Zamknął usta i przeczesał palcami włosy. 
-Dobra zrobię to.-powiedziała dziewczyna.
-To nie była prośba.-obróciłam się. 
Harry siedział już w swoim aucie. On i te jego auta. Dobrze że nie widział jeszcze mojego garażu chyba by nie wyszedł z niego tak szybko. Wsiadłam do auta Harrego odpalił silnik i zaczął jechać pod adres który podał mu Lucien. Po kilku chwilach już byliśmy na miejscu wysiadłam z samochodu i podeszłam do Sary. 
-Zajmij ich czymś. Idź.-Dziewczyna poszła.
 Podeszła do jednego strażnika`zaczęła go podrywać skutecznie odwracając jego uwagę na kujonkę z niezłym tyłkiem dobrze sobie radzi. Widziałam kontem oka że Zayn aż się gotował ze wściekłość patrząc na to. OOO zazdrośnik się zrobił urocze. Zaśmiałam się na ten widok. Dobra nie męczę już biednego Zayna. Sara spojrzała na mnie kontem oka dałam jej znak żeby weszła do środka. Weszła a ja nawet nie zdążyłam powiedzieć Zaynowi żeby poleciał tam i wykończył strażników a ten już był koło tego co Sara podrywała. Widziałam  że jest wściekły. Mulat złapał strażnika za szyje a drugą dłoń wbił dosłownie w jego klatkę wyrwał mu serce. Brązowooki puścił strażnika martwe ciało opadło na ziemie mulat trzymał jego serce w dłoń. Wrócił i staną koło mojego boku.
-Zamierzasz dalej trzymać te serce ?-patrzyłam na niego niewzruszona tą sytuacją.
-Pokaże je Sarze żeby wiedziała co spotka faceta którego będzie podrywać przy mnie co ja pierdole jakiegokolwiek-wysyczał przez zaciśnięte zęby.
-Świetny plan geniuszu ale ty wiesz że ja jej to kazałam zrobić.-próbowałam się nie śmiać. 
-Wiem i mam ochotę tobie też wyrwać serce.
-Przykro mi ja takiego narządu nie posiadam.-po tych słowach poderwałam się z ziemi i wzbiłam się w powietrze. Stanęłam na przeciwko drzwi. Lucian staną u mojego boku.
-Uratujemy twoją wielce ukochaną laskę.-powiedziałam obojętnie a wampir spiorunował mnie wzrokiem 
-Odsunąć się na bok.-zażądałam a wszyscy odsunęli się. Zrobiłam krok do tyłu wystarczyło jedno zamachniecie skrzydłami a strumień powietrza otworzył drzwi z wielkim hukiem. Nie myślałam że to będzie takie łatwe. Strażnicy którzy siedzieli przy stole grający w pokera od razu wstali. Uniosłam się nad ziemią i wleciałam do środka. Wyciągnęłam broń co ja tam będę z takimi marnymi istotami się męczyć. Poleciałam do góry było w środku dużo przestrzeni bo to w końcu opuszczony kościół uklękłam na balustradzie wymierzyłam pistolet w głowę jednego strażnika strzeliłam jego martwe ciało opadło bezładnie na podłogę kościoła. Chłopacy bawili się jak dzieci zabijając tych strażników. To takie urocze. Śmiałam się ze słów w mojej głowię. Zeszłam na podłogę a od razu strażnicy zaczęli nadbiegać. Ehh nie chce mi się męczyć zabijając ich sztyletami. Podniosłam pistolet i wymierzyłam w klatkę piersiową z jednego strażnika nacisnęłam spust broń wystrzeliła zabijając mężczyznę. Za dużo ich a no więc trzeba podjąć drastyczne  środki. Wysunęłam skrzydła a oni stanęli jak wryci patrząc na nie.
-To inny rodzaj demona.-krzyknął jeden 
-Zgadza się jestem największym koszmarem na jakiego mogliście spotkać w swoim nędznym życiu.-zaśmiałam się. Wzbiłam się w powietrze. Jeden ze strażników zaczął do mnie strzelać. O ty kurwo chodząca. Zamknęłam na chwile oczy a wokół mnie pojawiła się niebieskoczarna otoczka. Otworzyłam oczy a one były zupełne czarne spojrzałam na tego co we mnie strzelał on wystraszony zrobił kilka kroków w tyłu. Jakiś strachliwy się znalazł wzbiłam się wyżej zatrzepotałam skrzydłami a czarnoniebieski ogień wokół mnie wystrzelił prosto na mężczyzn w mgnieniu oka został tylko z nich pył. Stanęłam na ziemi i jak gdyby nic przeszłam po resztkach 
które z nich zostały. Przede mną stał Lucian.
-Nie chciałbym cie wkurwić.-mówi patrząc na to co zostało ze strażników.
-To tego nigdy nie rób i tyle. wzruszyłam ramionami obróciłam się w stronę gdzie chłopaki walczyli. Harry właśnie wbijał miecz jednemu strażnikowi w klatkę a drugi skradał się za Harrym żeby go zabić.OOO nie nie pozwolę. Podniosłam rękę z bronią i wymierzyłam wstrzeliłam trafiłam w oko strażnika i tym samym zabiłam jego.Harry obrócił się w stronę truchła popatrzył na nie a potem na mnie tylko skiną głową do mnie w ramach podziękowania za ocalenie życia. Nikt nie może jego zabić no może oprócz mnie. Wzruszyłam ramionami i obróciłam się w stronę wampira.
-Gdzie ta twoja laska?
-Nie mam zielonego pojęcia.
-Ale mi kurwa ułatwiłeś sprawę krwiopijco jebany.-wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Tak to się kłócił żeby ratować swoją laskę a nie wie nawet gdzie ją trzymają. No ludzie. Przewróciłam oczy. Uklęknęłam koło popiołu i wyciągnęłam z niego pęk kluczy. Zeskoczyłam na parter akurat na trochę starszego strażnika z którym walczył Niall.
-Akuku.-pokazałam Niallowi język i skręciłam kark strażnikowi .Niall zaczął tylko napieprzać się z kimś innym. A tam nadal obrażony za to że zabiłam tamtą laskę. Weszłam do piwnicy w jedynym z lochów była ona. Patrzyła na mnie ze strachem w oczach wywróciłam oczami. Oni wszyscy są tacy strachliwy.
-Nie powiem że ci nie zrobię krzywdy żeby cie uspokoić.-wzruszyłam ramionami.  Jej oczach pojawił się jeszcze większy strach. Powiedziałam prawdę to się ta jeszcze bardziej boi. Podniosłam pęk kluczy nie mam czasu żeby zgadywać który pasuje. Podniosłam rękę w stronę kłódki na drzwiach cel i poruszyłam dłonią a kłódka się otworzyła.Dziewczyna ze strachem w oczach spojrzała na kłódkę leżącą na zimnej podłodze. O matko dziewczyno przestań  się kurwa bać wszystkiego. Przewróciłam oczami i otworzyłam drzwi celi. 
-Rusz dupę i wyłaź.-warknęłam w jej stronę. Wyszła z tej jebanej celi. Przewróciłam oczami złamałam ją za ramie i dosłownie wyciągnęłam ją na parter. Strażnicy zaczęli biec w moja stronę podniosłam dłoń do ust wypuściłam powietrze z płuc a w stronę strażników wystrzelił czarnoniebieski ogień który spalił ich doszczętnie. Dziewczyna spojrzała ze strachem w oczach na pył który został ze strażników. Mam jej dosyć. Zabieraj ją ode mnie ona jest jak małe dziecko.
-Lucien zabieraj ją ją bo skręcę jej kark zaraz!-wrzeszczę na cały kościół.- i to już kurwa. Wampir od razu pojawił się przy moim boku. Popchnęłam dziewczynę w jego stronę.
-Masz i nie proś o nic więcej.-warknęłam. Ruszyłam w stronę walczących chłopaków sporo strażników ich otoczyło mam tego dosyć i to bardzo. Wkurwiona do granic możliwości otoczył mnie znów całą czarnoniebieski ogień. Z mojego gardła wydobył się krzyk ogień prawie z prędkością światła pochłoną całe pomieszczenie strażnicy spłonęli. Wampir osłonił dziewczyna żeby nie spłonęła. Jakby spłonęła to by nie była by wielka tragedia. Chłopaki byli z grubsza poturbowani ale żyli. Zobaczyłam Harrego kamień spadł mi z serca. Nawet nie wiem dlaczego. 
-Może dlatego że serduszko by cie zabolało jak jakby coś jemu  się stało.-usłyszałam dziewczynki głos za moimi plecami. Nie musiałam się obrócić żeby wiedzieć kto to. A myślałam że blondyn ją zabił. Kurwa  nie miałam nawet o nim myśleć. Bo może przyjść. 
-Zamknij się mała.-usłyszałam głos blondyna.
Kurwa a myślałam że się ich dwoje pozbyłam się. Zaciągnęłam się powietrzem i ruszyłam w kierunku Harrego. 
-Coś blada jesteś. Co jest?-zapytałam Harry owijając mnie ramionami i przytulając. 
Co mam ci odpowiedzieć ? Że  słyszę małą wersje siebie  i jakiegoś ducha chyba ducha który mówi że mnie zna. Wpuściłam powietrze z płuc. Poczułam jak ktoś położył mi rękę na ramieniu obróciłam szybko głowę i cała się spięłam. Zobaczyłam tą dziewczynę którą uratowałam. Chwyciłam jej dłoń i zrzuciłam ją ze swojego ramienia.
-Jest jedyna reguła laska mnie się nie dotyka.
-Chciałam tylko podziękować.
-Nie musisz bo nie chciałam ciebie nawet ratować jakby to by zależało ode mnie to byś mogła spokojnie tu zdechnąć.-uśmiechnęłam się wrednie.Poczułam jak palce zaciskają się na moich biodrach. Spojrzałam na Harrego.
-No co?-uniosłam jedną brew do góry.
-Wiesz co.
-Ehhh facet przecież nie skoczy z mostu przez to co powiedziałam do niej a jak skoczy to ups.- wzruszyłam ramionami. On tylko westchnął i pocałował mnie w czoło.
-Pogadamy o tym w domu.-powiedział spokojnie.
-Wątpię.-wzruszyłam ramionami.
-Jedziemy do mojego domu wszyscy.
- O nie nie nie w moim mam wszystko. Nie ma mowy.-Odsuwam się od niego.
-Wszystko już jest w moim.-kącik jego ust drgnął tak jakby się chichrać jak małe dziecko.
-Raczej nie.-burczę jak mała dziewczynka-Nie mam wyjścia 
-Nie masz.-na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Nienawidzę cie.-burknęłam pod nosem.
-Wątpię.-przybliżył się do mnie złapał mnie w talii podniósł mnie. Przełożył mnie sobie przez ramie ruszył w stronę wyjścia. Byliśmy już przy aucie jego kochanego aucie otworzył drzwi i posadził mnie na miejscu pasażera. Ja ci dam pajacu. Podniosłam nogi i zaczęłam kopać w szybę. Szybko wsiadł do samochodu i złapał mnie a nogi.
-Bo ci je zwiążę.-warknął.
-Tylko spróbuj pajacu.
-Jak ty mnie nazwałaś?-pociągnął mnie za nogi i przysunął bliżej siebie.
-Tak jak słyszałeś.-uśmiechnęłam się wrednie.
-Ja ci dam.-położył dłoń na moim karku i przyciągnął moją twarz do swojej. Zamarłam bez ruchu i patrzyłam w jego oczy. Przysunął swoje usta do moich i zaczął mnie delikatnie całować. Powoli zamknęłam oczu i odwzajemniłam pocałunek. Tylko on może mnie całować tylko on może mnie dotykać. Tylko on. Ale czy chce wrócić do jego domu? Łatwa odpowiedz.NIE. Nawet nie wiem dlaczego tak bardzo nie lubię tego domu. Nie będę księżniczką która zamknie  się w domu a ona z czasem jego polubi. O nie nie nie to nie w moim stylu. Prędzej jego tam uduszę. Ja z ludźmi nie umiem długo wytrzymać w jednym domu bp prędzej czy później zabije wszystkich. Taka Już moja psychiczna natura. Co zrobisz? Nic kompletnie nic nie zrobisz. Taka już niestety jestem. Powinno mnie się zabić i był by święty spokój. Nie no bo Klaus chce mnie żywą za wszelką cenę. Wciągnęłam ciężko powietrze do płuc. Harry patrzył na  mnie takim wzrokiem jakby chciałby nim mnie rozebrać. O nie dobrze. Położył dłonie na mojej talii i jakimś cudem posadził mnie sonie na kolanach. Nie wiem jak tego dokonał bo przecież jesteśmy w samochodzie. Zaczął całować moją szyje. Spięłam się cała przymknęłam oczy. Boje się tego boje się dotyku kogoś ręce  na moim ciele. Wiem że mogę Harremu zaufać a z resztą już mnie kilka razy całował po szyi. Tak wiem mam te 19 lat i boje się jak ktoś mnie dotyka. Ale dawaj wynajmę kogoś żeby ciebie zgwałcił i to nie raz to zobaczysz jak po tym będziesz funkcjonować bo po takim przeżyciu nie żyjesz tylko lewo funkcjonujesz wśród ludzi. Poczułam jego dłonie przesuwające się na płaszcz, który miałam na sobie i go zdjął. Poczułam jego usta na moich ustach i zaczął mnie namiętnie całować. Jego duże dłonie wsuneły się pod bluzkę. Oderwałam się od jego ust i odsunęłam się trochę. Patrzyłam się na niego ze strachem w ochach bałam się tego co może się stać
- Miss- kiedy jego głos dotarł do moich uszy poczułam ukłucie w klatce i nie tylko tam. Jego głos bardziej ochrypły niż zwykle, a jego oczy były ciemniejesz niż zwykle, a klatka unosiła sie szybko i opadała.
-Wiesz, że nigdy bym Ci nie zrobił krzywdy- przymrużył oczy, jakby teraz o czymś marzył. Poprawiła się na fotelu i przysunął usta do mojego ucha. - Kiedy zamykam oczy widzie Ciebie na moim łóżku zwijającą się z przyjemności, którą ja Ci daję . Słyszę wtedy jęczysz moje imię. Kiedy nie wtrzymujesz tej przyjemności i dochodzisz wykrzykując moje imię. - Wyszeptał mi do ucha te słowa tym ochrypłym głosem. Wysłuchawszy tych słów wciągnełam głośno powietrze, próbowałam zacisnąć uda, ale przecież siedziałam ma jego kolanach. Poczułam jak na jego twarzy pojawia się uśmiech widząc moją reakcje na jego słowa. Na moich policzkach pojawił się rumieniec.
-Harry boje się tego.- Powiedziałam to prawie nie słyszalnym głosem. Położył dłoń na moich włosach, a moją głowę oparł o swoje na swoim ramieniu, dalej gładząc moje włosy.
-Wiem kochanie nie zmuszam Cię do niczego.- Powiedział spokojnym głosem jak do dzieka. Wciągam głośno powietrze, kiedy uświadamiam sobie, że powiedział do mnie "kochanie". Kącik moich ust drgnął z uśmiechu. Odpalił silnik i ruszył ze mną na kolanach wtuloną w jego klatkę. Oczy stawały się coraz bardziej ciężkie, aż w końcu zasnełam. Kiedy otworzyłam oczy leżałam w jego łóżku w jego pokoju No przecież mówił, że jadę do niego. Zasłony były zasłonięte dlatego w pokoju panował przyjemny półmrok. Uśmiecham się kiedy poczułam jak czyjeś ręce przyciągają mnie bliżej siebie i nie pozwalają sie wydostać. Lekko odwróciłam sie w jego stronę. Zobaczyłam jego przepiękną twarz, jak taki chłopak jak on wybrał sobie właśnie mnie. Blondynkę z włosami do dupy, która ma niebieski oczy blaknące od życia, a pod oczami sine podkowy, a no i najważniejsze atrakcja ciało w bliznach, bojąca się dotyku. Po prosty wymarzona dziewczyna. 
- Zasługujesz na kogoś lepszego niż ja. - Wyszeptałam w jego twarz.
-Zamknij się to nie prawda! - Usłyszałam jego zaspany głos, otworzył nagle oczy i patrzył na mnie tymi szmaragdowymi oczami. Zaczerwieniłam się, tylko przy nim się rumienie.
- Prawda - powiedziałam półgłosem i wyplątał się z jego obięć i weszłam do łazienki. Rozebrał się i spojrzałam na siebie w lustrze.
- Jesteś obrzydliwa!- patrząc na odbicie, wszedłam pod prysznic, odkręciłam kran a po mojej skórze zaczęła spływać gorąca woda. Zamknęłam oczy i zaczęłam myć włosy, po kilku minutach wyszłam, owinęłam się ręcznikiem. Wchodzę do pokoju zobaczyła Harrego siedzącego na łóżku.


_________________________________________________________________________________
sory że tak dawno nie było rozdziału ale szkoła poprawki i 3 kl gim także zapieprz totalny teraz mam. Jeszcze raz ogromne przeprosiny 

środa, 17 września 2014

Rozdział 32^^

Gdzie tu iść ?? Do parku ? A idziemy do parku. Nie. Mam lepszy pomysł idę do zakazanego lasu tam zawsze się ktoś kręci. Musze nabrać siły. Ruszyłam więc w stronę lasu. Po kilku minutach już byłam przy nim. Zauważyłam jakąś zakochaną parę. Pewnie koleś chce zabrać ją to tego lasu żeby się bała on będzie przy niej udawać takiego bohaterskiego. Och ach aż się wzruszyłam urocze. Ale mu się ten plan nie uda bo będą moim dzisiejszym obiadem. Weszli do lasu a ja za nimi. Dziewczyna zaczęła piszczeć i łapać go mocniej za dłoń  kiedy zauważyła jaki ruch w krzakach. Jezu oddam przysługę światu jak ją zabije ma taki piskliwy głos że ja jebie. Weszli na polane po środku lasu. Była cała obrośnięta jakimiś małymi fioletowymi kwiatkami. Tu po raz pierwszy Harry zobaczył czym naprawdę jestem. Dziewczyna rzuciła się na szyje chłopakowi i mówiła jak tu pięknie. Tak wiem że te miejsce jest piękne. Ten las bez powodu nie nazywa się zakazany pełno w nim istot nie z tego świata. Schowam się za drzewo i patrzyłam się na nich zaczęli się obściskiwać chłopak położył dziewczynę na ziemi i zaczął ją całować po szyi. Dobra koniec tego dobrego. Wysunęłam skrzydła i poleciałam nad lasem. Zaczęłam powoli zmniejszać dystans do ziemi a tak dokładnie nad chłopakiem który leżał na dziewczynie. Złapałam go za tył koszulki i szybko poleciałam do góry on zaczął się wiercić i wyrywać. Złapałam drugą dłonią za dół jego szczęki i podniosłam tak że byłam twarz w twarz z nim poje oczy zrobiły się całe czarne. Czas na obiad. Zbliżyłam swoje usta do jego i zaczęłam wysysać z jego ciała siły życiowe i dusze. Jego martwe ciała po prostu rzuciłam żeby spadło na ziemie. Co mi po nim ? Jego dziewczyna zaczęła krzyczeć i uciekać. Oj kochana mi nie uciekniesz nikt mi nie ucieknie. Zaczęłam szybciej lecieć w stronę bramy dzielącej las od normalnego świata.  Przebiegła przez bramę zanurkowałam w powietrzu w stronę ziemi. Zaczęła krzyczeć żeby ktoś pomógł jej chłopakowi. Oo nie podaruje ci suka miałaś być cicho. Złapałam ją w pasie i szybko poszybowałam do góry.Złapałam jedną ręką  ją za szyje i podniosłam tak żeby patrzała mi w oczy. 
-Co było drzeć mordę hmm?-uniosłam jedną brew do góry. Z jej oczu zaczęły wypływać łzy. Ehh co za uczuciowe stworzenie. Wzruszyłam się wręcz na ten widok. 
-MISSI W TEJ CHWILI PRZESTAŃ!!!-usłyszałam za swoimi plecami krzyk Nialla. Ehhh on jego pierdolone emocje. Nie rób tego nie rób tamtego no ale przecież to jest takie zabawne. Przewróciłam oczami i obróciłam się w stronę gdzie dobiegał krzyk. Niall leciał jej pomóc. Przecież jesteśmy po jednej stronie no nie do końca bo mam różne znania w niektórych sprawach. No na przykład w takiej on uważa że nie musimy to robić żeby przetrwać ach naiwny jak dziecko. 
-Nie musimy tego robić żeby przeżyć.-mówi i zatrzymuje się kilka metrów przede mną. A nie mówiłam. 
-Ach ty idioto widać że jesteś początkujący. Musimy to robić dzięki temu nasze moce się rozwijają. No chociaż wasze bo moje nawet bez tego się rozwijają.-wzruszyłam ramionami. Dziewczyna spojrzała błagalnie na Nialla a ten już chciał jej pomóc. 
-Stój.-warknęłam do Nialla i podniosłam rękę skoncentrowałam wzrok na nim ułożyłam dłoni tak jakbym go dusiła. On zaczął się dusić.- I widzisz do czego cie te słabe miękkie serduszko doprowadziło.- spojrzałam na dziewczynę-A ty kurwo nie patrz tak na niego. Zacisnęłam dłoni jeszcze bardziej na jej szyi z jej oczu znowu zaczęły wypływać łzy. Puściłam Nialla z moich uścisku.
-Puści ją proszę.- Niall zaczął mnie błagać.
-Skoro ładnie prosisz.-uśmiechnęłam się wrednie i puściłam dziewczynę a ona zaczęła spadać na ziemie. No co powiedział że mam ją puścić. Niall momentalnie poleciał za nią i ja złapał. Jak zwykle popsuł mi zabawę dupek jeden. Przewróciłam oczami poleciałam za nimi chłopak złapał dziewczynę i odstawił ją na ziemie. Postawił ją na ziemie wylądowałam koło nich. 
-Nic ci nie jest ?-zapytał dziewczynę z troską w głoście.Facet błagam pytasz mój obiad czy nic mu nie jest. To tak jakbyś pytał kanapkę czy możesz ją zjeść. Och on i jego miękkie serduszko. 
-Co się właśnie stało ?- powiedziała drżącym głosem. Przewróciłam oczami i usiadłam na murku koło bramy. 
-Próbowałam cie zabić idiotko.-warknęłam i spojrzałam na Nialla.-Ale on mi przerwał. 
-Dziękuje.-powiedziała do Nialla. Obrócił się do niej plecami. Musze ją zabić nie  że chce no w sumie chce ale też że za dużo wie. Stanęłam szybko za dziewczyną i złapałam dłonią za jej szczękę a drugą położyłam na włosach. Połamałam jej kark. Nawet nie zdążyła wydać z siebie dźwięku. Szybko zaniosłam jej martwe ciało do lasu. Niall chciał powiedzieć coś do dziewczyny i się obrócił.
-Gdzie ona jest?-spiorunował mnie wzrokiem. Przewróciłam oczami podeszłam do niego.
-W krainie wiecznego snu.-uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami. Ruszyłam w stronę mojego domu. Po kilku minutach już byłam w nim. Niall wściekły wszedł zaraz za mną. Wyluzuj trochę bo ci serce stanie. Weszłam do salonu gdzie siedział Zayn Harry i Lucien. Usiadłam na swoim fotelu w rogu pokoju. 
-Na wieczór idziemy po twoją dziewczynie.-spojrzałam na wampira.
-Zayn dzwoń do Sary ma tu przyjść natychmiast.-zażądałam. Nic nie powiedział tylko wyciągną komórkę z kieszeni.Wstałam i podeszłam od tyłu do kanapy na której siedział Harry. Musze mu powiedzieć że zabiłam. Schyliłam się nad nim i wyszeptałam Harremu do ucha:
-Zabiłam dzisiaj dwie osoby.-znieruchomiał na te słowa.-Przepraszam.-wyszeptałam i pocałowałam miejsce za jego uchem. Wyprostowałam się i podeszłam do schodów. Czy ja tak na prawdę żałowałam że zabiłam. Szczerze to nie. Weszłam po schodach. Usłyszałam jak Harry idzie za mną. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Weszłam do pokoju a on zaraz za mną. 
-Nie zaczynaj gadać że jak ja mogłam to zrobić i tego typu gadki. Niall wyręczył cie.- usłyszałam jak wzdycha. Podeszłam do regału z książkami odsunęłam jedną i wcisnęłam guzik. Moim oczom ukazał się tajemniczy pokój z moją bronią i strojem łowcy. Usłyszałam jak Harry wciąga powietrze. Nie nienawidził takich jak ja bo zabili jego rodzinę. Tylko ja ich zabiłam i tylko tą zbrodnie żałuje. 
-Pamiątka po Klausie byłam jego łowcą.-wyjaśniłam. Obróciłam się w stronę Harrego patrzył z nienawiścią i wściekłością na strój łowcy. Podeszłam do niego i położyłam dłoni na jego policzku wtulił twarz w nią zamykając oczy. Czułam jak się uspokaja. 
-Harry?-wyszeptałam patrząc na jego twarz.
-Hmm?-wymruczał.
-Musimy się przygotować na odbicie tej laski.-otworzył oczy i zamruczał niezadowolony. Stanęłam na palcach i pocałowałam go w usta. Chciał położyć dłonie na moich biodrach ale się szybko odsunęłam od niego.
-Wiesz przecież że nic ci nie zrobię.- powiedział spokojnie 
-Wiem.
-To dlaczego odskoczyłaś ?-zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie ważne.-odwróciłam się 

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 31^^

Jezu niech wszyscy dadzą mi spokój. Ten koleś co wszedł do mojego domu. Który okazał się wampirem ciekawe co chce. Kim jest ten chłopak który mnie ciągle prześladuje. Zamykam oczy poczułam jak łóżko się kołysze przytulił mnie i od razu wiedziałam że to Harry . 
-Co się dzieje kochanie ?- usłyszałam jego zachrypnięty głos. Czy on powiedział do mnie 'kochanie'. Otworzyłam oczy i się uśmiechnęłam słabo. 
-Nic po prostu coś mnie męczy.-burknęłam. Coś kurwa ktoś. Mam tego kurwa dość to za dużo. Wtuliłam twarz w klatkę Harrego a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Po prostu jest tego za dużo. 
-Hej co jest ?-głaskał mnie po włosach.
-Nic nie ważne.-Otarłam łzy. Nie będę laską która rozkleja się o byle gówno.-Czego chce ten koleś?
-Mamy pomóc uratować jego dziewczynę z rąk jakieś Gwardii.
-Jezu serio?-wstałam i wyszłam z pokoju  zeszłam po schodach. Weszłam do salonu gdzie siedział Zayn Niall i Lucien.
-Bez urazy koleś ale do chuja Pana jesteś wampirem.-krzyknęłam wkurwiona.  Sama nie wiem na kogo.- Także mogłeś pójść tam i uratować swoją dziwkę.- aż ręce zaczęły mi się trząść z złość. Na słowo 'dziwka' odwrócił swoją głowę w moją stronę a w jego oczach można tylko było wyczytać wściekłość. OOO jak słodko wampir się wkurwił. Och ach. W ułamku sekundy był już przy za mną i trzymał moje włosy w dłoni przechylając moją głowę na bok. Zaczęłam się śmiać jak psychopatka kiedy przysuną swoje kły do mojej szyi. Smacznego wampirku. 
-Nie radzie pić mojej krwi ale śmiało.-wzruszyłam ramionami. Zayn aż wytrzeszczył oczy kiedy usłyszał moje pozwolenie.-Ale zanim to zrobisz powiem jedno 'na zdrowie syneczku Draculi'-powiedział z kipną w głoście. Dokładnie wiedziałam że nienawidzi ojca za to co mu zrobił. Och to takie wzruszające. Lucien z jeszcze większą wściekłością wpił się w moją szyje. Pij pij aż umrzesz drugi raz od mojej krwi. On momentalnie odskoczył ode mnie i zaczął pluć moją krwią. Przejrzałam się w lustrze który wisiał na ścianie w salonie po mojej szyi z dwóch dziurek leciała krew czarna jak smoła. Wytarłam szyje rękawem bluzy. Obróciłam się w stronę plującego moją krwią wampira  i oparłam się o futrynę. 
-Zanim tu przyszedłeś mogłeś się o mnie więcej dowiedzieć.-powiedziałam to ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
-Jesteś wredną suka.-warkną do mnie wycierając usta.
-Tak zgadza się.-wzruszyłam ramionami bez emocji.- Ach czy wampir który ma 5 setek na karku nie powinien się lepiej wyrażać?-przechyliłam głowę na bok uśmiechając sie wrednie. No co mi zrobisz wampirku mam na ciebie haka. 
-Do takich suk jak ty to nie.- wysyczał przez zaciśnięte zęby. Ach jaka riposta. 
-Mam do ciebie pytanie- na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy wredny uśmiech.-Czy twoja matka jeszcze pływa martwa w rzece do której skoczyła żeby popełnić samobójstwo hmmm?-uniosłam jedną brew do góry.-Bo jak tak to pozdrów ją ode mnie.
Zacisną zęby i dłonie podszedł do mnie jeszcze bliżej i uderzył w ścianę koło mojej głosy. W ścianie była ogromna dziura. Wow umiesz zrobić dziurę w ścianie brawo. 
-Ja śmiesz do mnie tak mówić?!-krzykną do mnie.
-Ach zaiste bo mogę.-zaśmiałam się odsunęłam się od niego.-Jakby nie było jesteś w moim domu Draculo juniorze.-ach jak ja uwielbiam drażnić ludzi ach sorry w tym przypadku trupa. W ułamku sekundy był znowu przy mnie. Przewróciłam oczami. Uważaj bo się tym przerażę. 
-Może ci jednak nie pomogę uratować tą twoją suczkę bo jeszcze popełni samobójstwo jak twoja matka.-ominęłam go i usiadłam na drewnianym stole machając nogami w przód i w tył patrzyłam jak Lucien się jeszcze bardziej wkurwia. Ochhh uważaj bo jeszcze eksplodujesz z tej wściekłości. Za śmiałam się na tą myśl.
-A ja może wyśle pozdrowienia od ciebie do Issaca hmmm?-na jego twarzy pojawił się wredny uśmiech. Moje oczy stały się całe czarne. Przesadziłeś koleś. Patrzyłam na niego i podniosłam rękę dłonią machnęłam w bok a jego ciało jak szmaciana lalka poleciało w bok. Zeskoczyłam ze stołu i skoncentrowałam wzrok na nodze od stołu ona wyrwała sie i dosłownie wskoczyła mi w dłoni. Podeszłam do Luciena który leżał na podłodze. Przełamałam kawałek drewna na pół i wbiłam mu je w dłonie tak że ma je przybite do podłogi. 
-Jak zbierałeś o mnie informacje to mogłeś jeszcze się dowiedzieć że jestem mutantem mieszanką wybuchową.-kucnęłam przy nim leżącego na podłodze.-Dokładnie wiesz kim jest mój ojciec ale chyba nie wiesz kim była moja matka. Była niezwykłą istotą.-na te słowa jego czy otworzyły się jeszcze bardziej.-No dokładnie. Wiem że jesteś w szoku. Stożyli potwora który ma niezliczone moce i jest potężniejszy nawet od pięcioletniemu potomkowi Draculi.-Wstałam i stanęłam nad nim.
-Jak urodzi się twój potomek  będzie koniec świata jaki istnieje- Powiedział wyrywając dłoni w górę w dłoni miał wielką dziurę to samo zrobił z drugą dłonią. Jest wampirem zagoi się szybko. Wstał i już nie miał dziur w dłoniach. 
-Zagoiło się szybciej niż zwykle-powiedział zaskoczony. Zaczęłam iść w stronę drzwi salonu odwróciłam sie w stronę wampira jak już miałam wyjść na korytarz.
-No widzisz moja krew jest w chuj ohydna ale jest lekarstwem po którym wszystko lepiej sie goi i tak dalej a jak każde lekarstwo musi być ohydne.-wzruszyłam ramionami.-Proszę stosować te lekarstwo w małych ilościach bo inaczej grozi śmierć-wyszłam z salonu.
-Niedługo z tej Gwardii zostanie mokra czerwona plama-krzyknęłam na cały dom i wyszłam z domu. Ok teraz idziemy na obiadek kogo tym razem pozbawię życia ciekawe. 
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTARZ 

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 30 ^^

Obudziłam się w tym samym miejscu co poprzedniego dnia usiadłam. Kto by pomyślał że róg pokoju może być tak wygodny. Dopiero teraz do mnie dotarło co się wydarzyło wczoraj. Ten chłopak czy on był tylko moją wyobraźnią czy był prawdziwy ? Kto to wie. Ruszyłam się i wstałam z podłogi rozejrzałam się po pokoju nie było śladu po nieznajomym. To chyba była tylko moja wyobraźnia. Była ? Podeszłam do drzwi. Od razu kiedy je zobaczyłam przypomniałam sobie jak wczoraj potraktowałam Harrego. Nic na to nie poradzie że jak się boje to wole się zamknąć sama w pokoju i z nikim nie rozmawiać. Drżącą ręką chwyciłam klamkę a drugą przekręciłam klucz wzięłam głęboki oddech i otworzyłam te cholerne drzwi. Moim oczom ukazał się Harry śpiący oparty o ścianę koło drzwi. Dlaczego on ty śpi ? Boi się o mnie ?? Ktoś mi to powie? Bo sama nie wiem. Usiadłam po turecku koło niego miał głowę opartą o ścianę jego powieki drgały od czasu do czasu miał lekko rozchylone wargi mruknął coś. Uśmiechnęłam się na ten widok wydaje się jak śpi taki spokojny. Muszę przyznać że nawet słodko i uroczo. Od kiedy ja używam słów 'słodko' 'uroczo'. Chyba musiałam się uderzyć w głowę. 
-Missi otwórz te drzwi.- wymamrotał przez sen. Patrzyłam na niego. Co miałam poczuć ukucie w serce no niestety nie czuje tego. Czasami zastanawiam się czy mam w ogóle serce. Przysunęłam się bliżej do niego i pogłaskałam go po policzku i pocałowałam w czoło. 
-Za to że się martwisz o mnie.-wyszeptałam uśmiechając się słabo. Jak na zawołanie jego powieki zaczęły się podnosić. O kurwa nie dobrze. Ostatnio nie byłam dla niego miła. A czy ja kiedykolwiek byłam dla niego miła?? Ach tak kiedy go całowałam. Podniósł powieki kiedy mnie ujrzał kilka razy pomrugał i momentalnie rzucił się na mnie po to żeby mnie otulić ramionami. 
-Tak się bałem o ciebie.-wyznał kładąc głowę na moim ramieniu. Otworzyłam szerzej oczy na te słowa. Czy on to powiedział?? Czy ja dobrze usłyszałam?? Chyba się prze słyszałam. 
-Przecież żyje-obsypał pocałunkami moje ramie.-niestety-nagle zamarł. Odsuną się lekko tak że spokojnie patrzy mi w oczy dojrzałam w nich ból. 
-Nie mów tak-wyszeptał i spuścił głowę. Czasami zachowuje się jak dziecko. Przytulił mnie jeszcze mocniej. Chciałam mu się wyrwać nawet nie wiem dlaczego. Może jeszcze moje ciało  nie przyzwyczaiło się do czyjegoś dotyku. Tylko on  może mnie dotykać nikt inny. Tylko Harry. Położył dłonie pod moimi pośladkami i lekko mnie podniósł delikatnie posadził sobie mnie nogach twarzą do siebie. Nadal siedział pod tą ścianą a dał rade sobie od tak mnie podnieść i posadzić sobie na nogach. Czy on jest taki silny czy ja jestem taka lekka? Nie wiem. 
-Kiedy ostatnio coś jadłaś?-zapytał kładąc dłoń na moim policzku. Yyyyy sama nie wiem nie byłam głodna albo zapomniałam o głodzie. Tak wiem jak można zapomnieć o głodzie. A no można. 
-Mówisz o kogoś duszy czy...-zasłonił dłonią moje usta a ja tylko przewróciłam oczami. 
-Nie zgrywaj się. Normalne jedzenie już nie istnieje?-zapytał. Człowieku jak mam ci odpowiedzieć zasłoniłeś mi usta dłonią. Pomachałam głową na 'nie' on zmarszczył brwi i odsuną dłoń od moich ust. 
-Missi musisz je...-pocałowałam go żeby się już w końcu zamkną. Uświadomiłam sobie że to jest pierwszy raz kiedy ja go całuje.  Położył mi dłonie na biodrach polizał moją dolną wargę prosząc o pozwolenie pogłębienia pocałunku. Pozwolić mu czy nie ?? A niech mu będzie. Rozchyliłam lekko wargi a on pogłębił pocałunek. Nasze języki toczyły 'walkę'. Całował mnie wolno tak jakby chciał przedłużyć tą chwile. Położyłam dłonie na jego karku i owinęłam sobie wokół palców końcówki jego loków. Mruknął do moich ust. Usłyszałam za swoimi plecami klaskanie. Oderwałam się momentalnie od Harrego i obróciłam się w stronę miejsca skąd dobiegało klaskanie. Stał tam Zayn oparty o ścianę. Ehhh akurat on. Wstałam z Harrego a on od razu za mną i przytulił od tyłu opierając głowę na moim ramieniu. Zatrzymał mnie przy swoim ciele bo wiedział że jestem zła na Zayna. Zayn i ja lubimy się jak kot z psem.
-Czego ?-warkną Harry. 
-Jakiś fagas do Missi stoi przed drzwiami głównymi i kazał mi cie zawołać-powiedział patrząc na mnie. Fuknęłam coś pod nosem i wyrwałam się z objęć Harrego. Podeszłam do Zayna i uderzyłam go z otwartej dłoni w tył głowy on momentalnie obrócił głowę w moim kierunku.
-Co?-warknęłam
On nic nie powiedział więc zeszłam na dół. Drzwi główne były otwarte a przed progiem stał jakiś facet. Miał na sobie białą koszule czarne spodnie. Zastanawiałam się czy ten koleś przez przypadek nie ubrał rurek bo tak leżały na nim że po prostu Mrrr. Ok Missi ogarnij się. Ziemia do Missi. Miał ciemne włosy wręcz czarne i podobnego koloru oczy. Może miał 20-25 lat. No trzeba przyznać przystojny. Ziemia do Missi znowu. Ocknęłam się dopiero kiedy Harry pojawił się u mojego boku. Harry Patrzył na nieznajomego wzrokiem zabójcy. Ooo jak uroczo Jezu co ja gadam. Ale przyznać jest przystojny do chuja Pana. Niall  jakby wyrósł z podłogi koło mojego drugiego boku. Kurwa co tu się dzieje?? Ktoś mi to powie?? Niall podszedł do drzwi z jakimś błyskiem w oku którego nie mogłam ni jak opisać. 
-Dzień Dobry jestem Niall możesz wejść.- powiedział z wrednym uśmiechem. Szczerze mówiąc nigdy nie widziałam takiego uśmiechu na jego twarzy. Ten facet chciał zrobić krok przez próg ale tak jakby jakaś niewidzialna moc trzymała go na zewnątrz. 
-Przepraszam czy Pan jest właścicielem tego domu?-zapytał nieznajomy mężczyzna Nialla. Jezu jaki on ma głos taki zachrypnięty podobny do głosu Harrego ale jednak inny. Jezu co ja robię. Poczułam jak Harry kładzie dłoni na moim ramieniu. Czyżby był zazdrosny o nieznajomego?? Lekko kącik moich ust podniósł się w górę.
-Nie a to jakiś problem ?-zapytał Niall i już wiedziałam że blondyn coś knuje. Niall knuje to jest nowość. Harry schylił się o mojego ucha i wyszeptał:
-Nie śliń się tak na jego widok bo już cieknie ci po brodzie.-powiedział wkurzony. OOO Harry jest zazdrosny słodko.
-Uważaj żeby ta twoja zazdrość nie wyszła ci uszami.-obróciłam głowę w jego stronę a na mojej twarzy było widać wredny uśmiech.
-Schowaj pazurki kocico.-usłyszałam Nialla. Ej ale serio co tu się dzieje?? Niall nigdy nie mówił do mnie w taki sposób a najczęściej nic nie mówił. Obróciłam głowę w jego stronę. 
-Jeszcze raz taki tekst do mnie powiesz a skończysz bez zębów i kutasa zrozumiano??-powiedziałam przez zaciśnięte zęby. 
-Nie wściekaj się tak. On-pokazał na nieznajomego- do ciebie. Podeszłam bliżej drzwi nieznajomy śledził mój każdy ruch. 
-Co chciałeś ??-zapytałam 
-Możesz mnie zaprosić do twojego domu?? Mam z tobą do pogadania.-patrzył mi prosto w oczy kiedy to mówił. 
-Najpierw imię poproszę a potem się zastanowię.
-Nazywam się Lucien Antonescu.-powiedział i grzecznie się uśmiechną. Jezu jakie imię takie stare i klasyczne.
-A ja Missi...
-Collins-dopowiedział otworzyłam szerzej oczy. Skąd on to wie??-Wiem kim jesteś. Zaprosisz mnie do swojego domu??-Teraz to już kurwa nie wiem czy zaprosić go.
-Dobra wchodź jak nas pozabijasz to i tak wstanę i cię wykończę.-Zrobił nie pewny krok do środka odsuną mnie od drzwi i je zamkną tak jakby był u siebie.
-Mam sprawę do ciebie-zaczął 
-Powiedz to blondynowi albo Harremu a w ogóle to wiedz komu chcesz oprócz mnie.-obróciłam się i weszłam po schodach  skierowałam się do swojego pokoju zamknęłam drzwi. Poszłam do łazienki żeby przemyć twarz wodą. Odkręciłam kran i schyliłam się nad umywalką.
-CZY CIE DO RESZTY POJEBAŁO ŻEBY ZAPRASZAĆ WAMPIRA DO DOMU ?!-usłyszałam za swoimi plecami krzyk gwałtownie wyprostowałam się i zobaczyłam w obiciu lustra nieznajomego blondyna który prześladował mnie wczoraj przez cały dzień. Myślałam że to tylko moją chora wyobraźnia. 
-A CZY CIEBIE TEŻ POJEBAŁO ŻEBY CIĄGLE ZA MNĄ CHODZIĆ CZŁOWIEKU KTÓREGO NAWET NIE ZMAM-warknęłam. Chłopak wziął głęboki wdech żeby się uspokoić.
-Mówiłem już że mnie znasz  tylko najwyraźniej nie pamiętasz mnie.-przewróciłam oczami i wyszłam z łazienki położyłam się na łóżku.

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 29 ^^

Siedziałam tak na tym parapecie sensu. Zaczęłam rysować jakieś wzory na szybie. Ach te moje zajebiste życie. 
-Co nadal sarkazmu się nie pozbyłaś?-powiedziała moja mała dręczycielka. 
-Ehh a myślałam że sobie poszłaś-wywróciłam oczami. Moja mała wersja mnie usiadła na przeciwko mnie. 
-Ja nigdy nie pójdę od ciebie.
-A wielka szkoda.
-Dzięki mnie jesteś normalna.-przekręciła głowę na bok i wpatrywała się we mnie.
-Kurwa bardzo gadam do małej wersji samej siebie. Tak dzięki tobie jestem bardzo normalna.
-BO JESTEŚ- krzyknęła a jej oczy pociemniały a dokoła mniej pojawiła się czarna poświata. 
-I czego się tak burzysz lepiej spadaj na plac zabaw zabić kilka dzieci.-uśmiechnęłam się wrednie.
- Do kogo ty się tak wydzierasz?-zapytał Niall patrząc na mnie zdziwiony.
-Do siebie.-powiedziałam prawdę ale on i tak nie wie do końca o co chodzi. Nikt tego nie wie. Chłopak podszedł do ściany na której narysowałam twarz Harrego. 
-Jak żywy-stwierdził
-Uważaj bo cie ugryzie-zeszłam z parapetu i wyszłam z salony. Pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Usiadłam przed lustrem. 
-Nienawidzę cie.-powiedziałam do swojego odbicia. Ono tylko się uśmiechnęło i pokręciło głowa. 
-Nawzajem.-wy powiedziało to słowo z pogardą. Opadłam na podłogę wpatrywałam się w sufit naglę pokryło się ciemnymi chmurami i zaczęło podać. 
-Dosyć!-Krzyknęłam i zamknęłam oczy zasłaniam twarz dłońmi. Usiadłam rozejrzałam się po pokoju i zerknęłam na sufi już nie było chmur ani nie podało. Spojrzałam na róg pokoju stała tam postać patrzyła prosto na mnie. Przełknęłam głośno ślinę i zamknęłam oczy. Jego tu nie ma to tylko moja chora wyobraźnia. Nie ma go. Nie ma. Otworzyłam moczy i postać nie stała w rogu pokoju tylko siedziała przede mną i patrzyła na mnie. Poznaje go tylko nie wiem kim jest. Te blond włosy i te brązowe oczy prawe czarne. Kim ty jesteś? 
-Witaj Missi.-w końcu się odezwał. Nie wiem kim jesteś. Co ty tu robisz ? Te pytania krążyły mi po głowie. Ja się go nie boja. On mnie przeraża. Przeraża mnie moja wyobraźnia a może to nie wyobraźnia może on tu jest. A może go tu nie ma. Kto to wie. 
-Odezwiesz się?-zapytał A mogę nie? Mogę się do ciebie nie odezwać ani słowem nic do ciebie nie mówić. Siedzieć cicho w przerażeniu? Mogę ? Czy nie mogę ? Hmm? 
-Odezwij się.-zażądał. Mogę nie? Nie wiem czy ty jesteś prawdziwy. To dziwne. Nie to pojebane. I to jeszcze jak.
-Nie ignoruj mnie.-złapał mnie za ramiona i potrząsną.-Odezwij się!-Krzykną
-Nie!-krzyknęłam zasłoniłam dłońmi uszy i zamknęłam oczy.-Zostaw mnie!-krzyknęłam. Puścił mnie. Otworzyłam oczy a jego tam nie było. Co to było ? Kim on był? Co on tu robił ? Czy to była tylko moja chora wyobraźnia ? Znowu opadłam na podłogę i gapiłam się w sufit. To jest chore. Ja jestem chora. A może nie jestem.Już sama nie wiem czym jestem. Właśnie czym ja jestem? I znowu krąży mi po głowie pytanie. Kim był ten chłopak? Mam wrażenie że go znam tylko nie wiem skąd. Dziwne. A jak on nie był moją wyobraźnią? Ale jakby nie był to jak tu się dostał. I po co by do mnie przyszedł? Moje oczy stawały się z każdą sekundą cięższe. A zasnęłam.
Obudziłam się leżałam na łóżku. Jakim cudem Sice na nim znalazłam. Może Harry wrócił a może Niall mnie podniósł i na nim położył. Wstałam z niego i wyszłam z pokoju weszłam do salonu a tam zobaczyłam tylko Nialla siedzącego na kanapie. Nie było Harrego. 

-Byłeś u mnie w pokoju ?-zapytałam z ciekawość
-Nie-odpowiedział  gapiąc się w telewizor. Wzruszyłam ramionami weszłam do kuchni. Stanęłam jak wryta kiedy przypomniałam sobie o tym chłopaku. To nie może być prawda on przecież nie istnieje. Prawda ? Pobiegłam do swojego pokoju. Na szczęście jego nie było w nim. 
-Mnie szukasz ?-usłyszałam za plecami głos ale to nie był głosy Harrego ani Nialla. Tylko jego. Jego tu nie ma to tylko moja wyobraźnia. Zamknęłam za sobą drzwi żeby nie wszedł za mną do pokoju. 
-Nie pozbędziesz się mnie tak szybko.-usłyszałam ten głos za swoich pleców ale przecież zamknęłam drzwi był za nim. Jak on tu? NO JAK ? Tak wiem jestem z świata nie zwykłych istot ale to jest już wkurzające. Gdzie jest Harry kiedy go potrzebuje? No gdzie do kurwy nędznej ja się pytam. 
-No może z inną.-usłyszałam swój dziecinny głosik. 
-A tu kurwa znowu jesteś?-odwróciłam się i zobaczyłam jak mała siedzi na łóżku. 
-Tak-powiedziała dumnie. Ominęłam chłopaka jak gdyby nigdy nic chociaż mnie przerażał. Podeszłam do półki ze książkami pociągnęłam jedną z nich w swoim kierunku a półka odsunęła się odsłaniając schowek z bronią. Taa bo zaszczele swoją wyobraźnie akurat. Przewróciłam oczami. Dobra nie ważne wyszłam z pomieszczenia a ono się zamknęło. Czy tylko ja mam taką chorą wyobraźnie. Chociaż nie jestem pewna czy ten chłopak jest z mojej wyobraźni. Nie wiem czym on jest. Spojrzałam na niego a on obdarował  na mnie lodowatym spojrzeniem. Przeraża mnie on a broń czy mojej skroni mnie rozśmiesza.No bo kto by był taki głupi i mierzył do mnie z broni ? Bo jak i tak strzeli to i tak się podniosę i go zabije tak czy tak skończy jako zimny trup. Ja tak nie skończę no niestety. Odwróciłam wzrok od chłopaka i spojrzałam na małą. 
-Miałaś z tym-pokazałam ręką na chłopka-do czynienia ?
-Nie a i nie jestem twoją wyobraźnią dla twojej wiadomość-powiedziała swoim dziecinnym irytującym głosikiem. Ehh Jezu nie dziwie się teraz Klausowi że nie pozwalał mi się odzywać. 
-Missi nie ignoruj mnie-powiedział chłopak. Jak mam cie nie ignorować jak nawet nie znam twojego imienia?
-Zamknij się nie widzisz że rozmawiamy.-powiedziała mała ze złością w głosie. Chłopak tylko podszedł do niej i złapał ją za gardło podniósł ją tak że jej nogi były nad łóżkiem. 
-Wybacz ale nie mówiłem do ciebie-warkną postawił ją na ziemie i obrócił ją tak że stała plecami do niego a twarzą do mnie. Stałam na przeciwko nich i patrzyłam na to ze przerażeniem w oczach. Co tu się dzieje do kurwy nędznej ? Chłopak spojrzał mi w oczy i położył jedną dłoni na głowie małej a drugą na jej brodzie. Patrząc mi w oczy skręcił małej kark ona tylko opadła na podłogę i zniknęła. To już koniec już nie będzie mnie prze śladować? Ale co dostałam w zamian jakiegoś psychopatycznego chłopaka? Dość nie miła zamiana nie ukrywając. Chce się zapytać kim on jest ale czy to dobry pomysł? A może się go nie pytać. Ok boje się akurat jego a Harrego wyśmiałam w pierwszy dzień przyjazdu do Londynu a w drugi kopnęłam go w jaja. No ale Harry nie zjawił się znikąd  i nie mówił do mnie jakby znał mnie od dawna. To uczucie że znam tego chłopaka jest bardzo dziwne.
-Dlaczego się do mnie nie odzywasz?-zapytał. A dlaczego bym miała niby?Zrobił krok w moją stronę a ja natychmiast zrobiłam krok w tył. Nie podchodzi do mnie.
-Nie zrobię ci krzywdy.-powiedział łagodnie. Acha już to widzie bo dam się nabrać. A tak w ogóle to ca ja tu robię przecież mogę wyjść z tego pokoju. Ciekawe czy tylko w nim się pojawia. A jak tak to nie będę zbyt często wchodzić do tego pokoju.. No bo po co ? Po to że to twój pokój idiotko. Mam cały dom dla siebie ten pokój mogę sobie podarować i nawet od zaraz. Chciałam ominąć chłopaka ale on złapał mnie za nadgarstek.
-Czemu mnie ignorujesz Missi? Ja cie chce tylko chronić.
Przed samym sobą było by miło nie ukrywam.
-Odezwij się proszę.
-A co mam niby powiedzieć? Nie znam cie. Dosłownie pojawiłeś się znikąd i teraz zgrywasz rycerza.
-Miło znowu usłyszeć twój głos.
Czy on jest głuchy powiedziałam mu to wszystko a on do mnie z takim tekstem. On jednak nie jest psychiczny on jest idiotą. Pociągną mnie w swoją stronę i zamkną w swoich ramionach. Próbowałam się wyrwać ale on był zbyt silny. 
-Nie dotykaj mnie! Puść mnie!-krzyknęłam 
-Przecież wiesz że cie nie skrzywdzę.
-Nie nie wiem bo cie nie znam i nie chce poznać.-warknęłam. Puścił mnie i się odsuną.
-Jak ty możesz tak mówić!-krzykną ze złością i uderzył w biurko koło nas a rzeczy na nim aż podskoczyły. Do pokoju wpadł wściekły Harry a nieznany mi blond chłopak po prostu znikną.
-Co tu się dzieje?!-krzykną 
-Gówno!Dla twojej wiadomość gówno tu się dzieje!-krzyknęłam. Zielono oki przeczesał palcami włosy. Podszedł do mnie i chciał przytulić. Ominęłam go i stanęłam w progu pokoju chłopak staną na przeciwko mnie na korytarzu. A ja tylko na to czekałam. Zamknęłam drzwi z hukiem na klucz. Zielono oki zaczął walić w drzwi.
-Otwórz je-krzyczał przez drzwi.
-Nie zostaw mnie-powiedziałam i usiadła w rogu pokoju. Zasłoniłam uszy dłońmi a zielono oki nadal wrzeszczał żebym otworzyła drzwi i walił w nie pięściami. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Tego wszystkiego jest już dla mnie za dużo.

_________________________________________________________________________________

JEJ jest kolejny rozdział. Dobra żeby nie przynudzać.

CZYTASZ=KOMENTARZ 

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 28^^

Patrzyłam na niego uśmiechał się do mnie. Z nieznanych mi powodów podniosłam się z łóżka. Uśmiechnęłam się do niego i uciekłam z pokoju. Zbiegłam po schodach i schowałam się za ścianą w salonie. Tak wiem jestem dziecinna. 
-Nie chowaj się i tak cie znajdę.-usłyszałam jego głos z korytarza. Powoli zaczęłam się cofać aż do końca ściany. Chichotałam pod nosem. Zasłoniłam usta dłonią kiedy poczułam jego duże dłonie na swojej talii. Zapomniałam że za mną jest przejście do kuchni. 
-Mam cie. I co ja mam z tobą zrobić ?-obrócił mnie w swoją stronę. Na jego twarzy malował się uśmiech.
-Nic puść mnie-zrobiłam słodkie oczka. Jego twarz zmieniła się jego oczy pociemniały schylił się aby mnie pocałować lecz uciekłam. Pobiegłam na górę. Chichocząc pod nosem. Pobiegłam do końca korytarza wbiegłam do drugiego pokoju należącego do mnie. Ukryłam się za drzwiami. Chichrałam się jak małe dziecko. 
-Gdzie jesteś?-wszedł do pokoju. Szedł prosto. Uśmiechnęłam się do siebie z faktu że mnie nie zauważył.  Harry nagle się obrócił w moją stronę z złowieszczym uśmiechem na twarzy. Z mojej twarzy znika uśmiech kiedy powoli podchodzi do mnie. Staje naprzeciwko minie wyciąga ręka i z hukiem zamyka drzwi. Przełknęłam głośno ślinę kiedy jego palący wzrok spoczął na moim ciele poczułam się taka malutka. Przeniósł swoje duże dłonie na moje biodra jego oddech przyspieszył. Przybliżył się do mnie chciałam cofnąć się ale nie mogłam bo za moimi plecami była ściana. 
-Przecież wiesz że cie nie skrzywdzę.-wyszeptał bardziej zachrypniętym głosem niż zwykle. Pochylił głowę i oparł czoło o moje. Jego szmaragdowe tęczówki skanowały moją twarz. Moje serce miało zaraz wyskoczyć z klatki piersiowej kiedy jego wzrok przeniósł się na moje usta. 
-Tak bardzo chce cię pocałować ale wiem że nie będę mógł powstrzymać żeby zerwać z ciebie tą bluzkę.- nie sądziłam że potrafi jeszcze bardziej zniżyć głos a jednak. Jebać to. Położyłam dłonie na jego karku wplątałam palce w jego włosy. Przysunęłam się do niego moje ciało dotykało jego. Poczułam jego usta przy moim uchu.
-Nie kuś skarbie.-warkną do mojego ucha. Tylko Harry może tak do mnie mówić. Kiedyś słowo "skarbie" obrzydzało mnie ale Jak to mówi Harry wszystko się zmienia. Przybliżyłam usta do jego ucha.
-Przecież nic nie robię.-wyszeptałam uwodzicielsko. Przygryzłam płatek jego ucha. Usłyszałam jego warknięcie. Uśmiechnęłam się dumna z siebie.
-Zaraz nie wytrzymam i zerwę z ciebie te ciuszki.-prawie warkną. Moje serce przyśpieszyło na te słowa.Trochę cie podręczę. Zaczęłam składać delikatne pocałunki na jego szyi. Wplątał palce w moje włosy i pociągną moją głowę do tyłu. Oderwałam się od jego szyi i teraz patrzyłam w jego ciemno zielone oczy.
-Tyle rzeczy chciałbym z tobą zrobić ale nie jesteś na to gotowa.-wpił się w moje usta. Tak bardzo mi tego brakowało. Uwielbiam kiedy mnie całuje te motylki w brzuchu kiedy moje warki spotykają jego. Nie do opisania. Moje palce bardziej zacisnęły się na jego lokach z jego ust wydobył się jęk. Pragnę go ale boje się oddać mu się do końca. Tak w końcu się czegoś boje. W moim ciele budowało sie dziwne uczucie. Nie do opisanie. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Kurwa serio teraz. Harry odsuną się ode mnie.
-Kurwa-wysyczał przez zaciśnięte zęby.Do pokój wszedł Niall. OO fajnie teraz wiem kogo mam zabić. 
-Czego chcesz ??-warkną Harry 
-Reszta ekipy chciała z tobą pogadać. Są w twoim domu-powiedział blondyn
-Dobra. Ty zostań z Missi.-przybliżył sie do mnie
-Nie potrzebuje niańki.-warknęłam
-Potrzebujesz- powiedział wściekły.Przybliżył usta do mojego ucha-Oj tą złość zostaw na później kiedy wrócę.-wyszeptał mi tym seksownym zachrypniętym głosem i pocałował mnie za uchem. Ehh jak on to robi cała złość która była we mnie wyparowała. Odsuną się ode mnie i wyszedł z pokoju. Usłyszałam zamykające sie drzwi główne. Podeszłam do okna i zobaczyłam jak odjeżdża. Podeszłam do drzwi i ominęłam w nich Nialla. Zeszłam do kuchni podeszłam do lodówki i wyciągnęłam wodę. Usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor usłyszałam jak blondyn siada na fotelu po prawej stronie kanapy. Ciągle wlepiał we mnie gały.Już dłużej nie wytrzymałam. 
-Czego ?!-warknęłam
-Już nie można sie patrzeć?-wzruszył ramionami
-Nie. 
-A tak w ogóle reszta ekipy wie gdzie jest twój ojciec.
-Nie no co to za odkrycie wiedziałam gdzie ten szczur chowa sie od dawna.
-Dlaczego nie powiedziałaś?
-Ma to jakiś sens? 
-Tak 
-Niby jaki ?
-Taki że nie musieliśmy szukać go po całym świecie.
-Ktoś was prosił?
-Nie. Harry nam kazał.
-No widzisz Harry nie ja.
-Dlaczego taka jesteś?-spytał ze smutkiem w głosie.
-Niby jaka ??-parsknęłam śmiechem.
-Wredna, obojętna. Wymieniać dalej ?-spytał ironicznie
-Podziękuje. Bo taka jestem. Spróbuj być normalny kiedy od dzieciństwa zabijasz i widziałeś może krwi. Spróbuj ukrywać największy sekret przed osobą którą chyba kochasz.-powiedziałam i wstałam z kanapy i podeszłam do okna. Usiadłam na parapecie Mam dość tego gówna.

_________________________________________________________________________________

sorry że nie pisałam przez długi czas ale nie miałam weny i tak dalej. A i przepraszam że taki krótki :/