-Missi-jego głos był tak ochrypły.
Podniósł się z łóżka a ja odruchowo zrobiłam krok do tyłu. Patrzyłam zaskoczona w jego oczy jego piękne oczy. Podchodził do mnie. Chciałam się ukryć tak żeby mnie nikt nie znalazł. On tylko westchnął i przyciągnął do siebie mocno przytulając mnie. Zaczęłam się trząść. Może to że strachu. Nie mam pojęcia. Przecież stoję przed nim w samym ręczniku.
-Harry ? -powiedziałam prawie nie słyszalnie.Tylko on umiał zmienić mnie w wstydliwą laskę. Jak miło po prostu. Wypuściłam powietrze z płuc.
-Tak ?-wyszeptał ochrypłym głosem.
Tym głosem co jest naprawdę ale to naprawdę niski. Wciągnęłam głośno powietrze do płuc.
-Mógłbyś mnie puścić ?-wyszeptałam
-Nie wiem.
-Musze się ubrać.
-Nie widzie takiej potrzeby.-poczuła jak się uśmiecha. O matko Harry przestań. poczułam jak moje policzki robią się coraz bardziej czerwone. Podniosłam na niego wzrok. Jego oczy były ciemniejsze niż zwykle. Mocniej przycisnęłam ręcznik do mojej klatki piersiowej.
-Chce się ubrać.-powiedziałam starając być się bardzo stanowcza.
-A ja powiedziałem już że nie widzie takiej potrzeby.-przybliżył swoją twarz do mojej. Poczułam jego usta na swoich. Całował mnie z taką pasją oddałam pocałunek. Kiedy to zrobiłam poczułam jak jedną rękę kładzie mi na karku i przyciąga bliżej siebie. Skolei drugą przesuną na moje biodro.Naparł na mnie swoim ciałem tak że musiałam się cofnąć także aż napotkały moje plecy przeszkodę od postacią ściany tuż obok drzwi od łazienki. Oderwał się od moich ust i wyszeptał:
-Przecież wiesz że tobie nic nie zrobię.
-Tak wiem-spuściłam głowę.
-Ej-złapał delikatnie za mój podbródek i podniósł moją głowę tak żebym widziała jego.
-Wiem że się boisz ale musisz kiedyś przełamać swój lęk.-wyszeptał łagodnym głosem.
-Nie.-próbowałam się odsunąć od niego ale przecież za moimi plecami była ściana. Skuliłam sie przy ścianie. Harry klęknął odrazu koło mnie i przyciągnął do swojej klatki.
-Ciii nic ci nie zrobię-usiadł koło mnie i posadził mnie sobie na kolanach kołysał mnie w przód i w tył. Położyłam głowę na jego ramieniu. Patrzyłam na jego szczękę. Wygląda Jak anioł . Uśmiechnęłam się przecież to anioł. Mroczny anioł przeze mnie. Uśmiech z mojej twarz zniknął. Ja zniszczyłam jego życie. Obróci głowe w moją stronę i pocałował mnie w czoło. Podniosłam głowę i patrzyłam na niego. Położyłam niepewnie dłoń na jego policzku. Zamknął oczy i wtulił twarz w moją dłoń. Westchnęłam. Dlaczego on musi być taki ? Dlaczego nie może być jak wszyscy inni którzy chcą mnie skrzywdzić i dowlec do Klausa ? Cała się spięłam. Harry chyb to wyczuł bo otworzył oczy.
-O czym myślisz ?
-O niczym.-Westchnęłam wstałam z jego kolan i wzięłam ubrania wyszłam z pokoju. Ubrałam się w salonie. No co dam jest pusty a Harry jest w pokoju do góry. Usłyszałam jak Harry jak schodzi po schodach podeszłam szybko do drzwi.
-Nigdzie nie idziesz.-warknął. Komuś humorek się zjebał uroczo.
-To patrz.-otworzyłam drzwi ale on tylko tylko machnął dłonią w stronę drzwi one się zamknęły z hukiem. Chcesz się tak bawić ja jestem w tym lepsza. Obróciłam się w jego stronę i podniosłam dłoń a jego ciało uniosło się rzuciłam nim o ścianę koło wejścia do salonu. Wyszłam z domu. No i co że to Harry. Mi się nie mowi co mam robić. wzbiłam sie w powietrze nie wiedząc dokąd lecieć. Skończyło się na tym że wylądowałam na tej samej polanie wśród zakazanego lasu gdzie odkryłam czym jest Harry. Odkąd pamiętam zastanawiam się po co istnieją takie stworzenie jak my. Znacie mitologie grecką. To prawda te wszystkie stworzenia istnieją. Ciekawe co nie? Ciekawi mnie gdzie one wszystkie są. Skoro są tak potężne to dlaczego Klaus nie kazał im mnie znaleźć. No ale to było by za mądre zdecydowanie jak na Klsusa. Wdrapałam się na drzewo i usiadłam na jednej z gałęzi. Po jakimś czasie zasnęła na tym drzewie. Obudziłam się było jeszcze ciemno. Ruszyłam dupę i zeskoczyłam z tego drzewa. Usłyszałam szelest za mną. Zobaczyłam banshee. Istotę ukazującą się temu który za niedługo umrze.Zaśmiałam się. Serio mi. I co jeszcze.
-Po co mi się ukazałaś?
-Chyba nie muszę ci to tłumaczyć księżniczko aniołów.
-Nikt nie mówi do mnie tak. Prawie nikt nie wie kim jestem. To skąd ty wiesz?-No jak ona to robi że wie wszystko.
-Ja wszystko wiem. Wiem że Missi to tak naprawdę twoje imię.-uśmiechnęła się nie wiadomo jak czy mile czy wręcz przeciwnie.
-Niby skąd wiesz ?-Skąd ona to kurwa wie. Przecież nawet Klaus nazywa mnie Missi.
-Wiem że nie masz tylko jednego imienia-To kurwa już przegięcie.
-Twoje imiona to Katherine Annabelle ale trzeciego imienia nie mogłam znaleźć dobrze je zamaskowałaś.-wciągnęłam głośno powietrze. Niby skąd ona to wiedziała to była moja tajemnica. -Ale trzeba przyznać oryginalne imiona. Katherine potężne jak same żywioły ziemi a zarazem piękne. Takie imię nosiła pierwsza najpotężniejsza królowa Aniołów a nie była tylko aniołem była potężną czarownicą nieprawdaż?-uśmiechnęła się do mnie. Nienawidzę uśmiechu tej suki. Pies piekieł już się lepiej uśmiecha kiedy chce się zeżreć. Trzeba przyznać miłe słowa nie. Mała ciekawostka pies piekieł jest demonem który może przybrać postać człowieka.
-Skończyłaś swoją nudną wypowiedź?
-Nie przerywaj mi!-krzyknęła a ziemia aż się zatrzęsła. Nie zrobiło to na mnie jakieś większego wrażenia bo to było słabe.
-Bo co ?-uśmiechnęłam się wyczekująco na jej następny ruch.
-Oj dziewczynko ty mnie nie sprowokujesz mnie przykro mi. Pozwól że dokończę. Z kolei Annabelle dostałaś te imie od samej najpotężniejszej w całej historii czarownicy a zarazem demonem najbardziej potężnym po samym Hadesie. Zostawiłam najlepsze na sam koniec ona jest twoją babką. Moja droga.-powiedziała wyczekując moją reakcje.
-Myślisz że fakt iż ta Annabelle była moją babką robi na mnie jakieś większe wrażenie?
Oj moja droga to jeszcze nic moja rodzinka jest dużo bardziej pojebana.-wzruszyłam ramionami-wracając do twojego ukazania się. Po co przylazłaś do mnie ?
-Nie po to żeby powiedzieć że umrzesz. Posłuchaj mnie uważnie. Zginie osoba która jest naprawdę bliska twemu sercu twój Anioł ukochany zielonooki.-po tych słowach znikła
To nie może by prawda. Wzbiłam się w powietrze po jakimś czasie wleciałam do domu. Zaczęłam szukać Harrego po całym domu. Pobiegłam do pokoju nie było go tam. Wbiegłam do pracowni siedział tam cały i zdrowy. Kiedy ma to nastąpić. Podeszłam do niego wtuliłam się w jego klatkę. On nic nie powiedział tylko objął mnie ucałował w czoło.
-Mówiłam że cie nie skrzywdzę. Widziałaś mnie przed wyjściem byłem wściekły ale nic ci nie zrobiłem. Siedzie tu odkąd wyszłaś i zastanawiam się dokąd poszłaś, co się dzieje z tobą czy ci się coś nie stało. Skąd masz tyle siły.-złapał mnie za podbródek podniósł moją głowę tak że byłam zmuszona patrzeć w jego oczy.
-To długa historia którą nie warto opowiadać.-wyszeptałam. On tylko kolejny raz westchnął jakby nie miał siły mówić do mnie.
-Dobrze powiem.-westchnęłam-Jestem następca tronu aniołów to dlatego.
-Co ty mówisz ?-nawet nie starał ukryć zdziwienia.
-To co słyszałeś.-wzruszyłam ramionami.-Nie mówiłam ci że Klaus jest królem bo nie widziałam takiej potrzeby po za tym nie chce tego tronu nie chce być królową-krzyknęłam wkurzyłam się.
-No już nie denerwuj się.-pocałował mnie. Od razu złość minęła.-To dlatego jesteś taka ważna dla Klausa.
-No mniej więcej.-wzruszyłam ramionami.
-Już wyobrażam sobie twoje bajkowe dzieciństwo w pałacu.
-Ta bardzo bajkowe. Ciągła musztra i ćwiczenia,treningi na łowce odkąd skończyłam 5 lat. Bardzo mi to kurwa bajkowe dzieciństwo. Od przyszłych łowców wymaga się najwięcej. Musimy być bez błędni w swoim przyszłym zawodzie. Jak nie będziemy najlepsi przyniesiemy hańbę rodu królewskiemu i zostaniemy wygnani zapomniani.-Harry zrobił wielkie oczy.-Skutki barania nauk u mistrza łowców.-wzruszam ramionami.-To nie jest takie fantastyczne jak sobie wyobrażasz brać u niego lekcji. To była po prostu musztra jak w wojsku. Dobry władca powinien działać według nauk wpojonych od dzieciństwa. Dobry łowca powinien wykonywać rozkazy stanowczo. Dobry władca powinien działać bez emocji a co najważniejsze pozbyć się uczuć.-powiedziałam na jednym wdechu. Patrzył na mnie zaszokowany widocznym na jego twarzy.-Bardzo bajkowe życie co ?-uniosłam jedną brew do góry.
-Przepraszam nie wiedziałem.-przytulił mnie jeszcze mocniej oparł brodę o moją głowę
-Nikt tego nie wie. To tajemnica królewska.
-Ciii nie mów już o tym.-gładził dłońmi moje włosy.
-Sam zacząłeś.-burknęłam pod nosem
-Co teraz będziesz mówić jak dziecko -uśmiechnął się
-Nie.-wyrwałam się z jego objęć i wyszłam z pokoju.
Usłyszałam jego śmiech za mną. Podbiegł do mnie.
-No wcale nie będziesz.-ucałował mój policzek.
-No nie będę.-krzyżuje ręce na klatce.-Uważaj bo się jeszcze udławisz tym śmiechem.
-To mi nie grozi.
-A to szkoda.-wymamrotałam pod nosem. Zbiegłam po schodach na parter. Nie zdążyłam nic zrobić bo już byłam przygwożdżona do ściany przez Harrego.
-A gdzie mi uciekasz ?-przybliżył swoją twarz do mojej.
-Jak najdalej -pokazałam język i uśmiechnęłam się wrednie.
-Ach tak to się nie da.-uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie.
-Da.-wyszeptałam.
-Nie.oparł swoje czoło o moje.
-Da.-szepcze. Pomachał głową na nie przybliżając swoje usta do moich pocałował mnie. Przymknęłam oczy i oddałam pocałunek. Oderwał się po chwili od moich ust patrzył w moje oczy z taka troską. Istota najbliższa mojemu sercu umrze. Czyli ty szmaragdowy. A jak to nie Harry? Jak o niczego tu nie chodzi ? A jak nie to kto? Nikogo innego nie mam. Zamknęłam oczy.
-Hej,co się dzieje ?-przytulił mnie do swojego serca i gładził moje włosy. Nic tylko umrzesz przeze mnie. Musze uciec od ciebie. Poczułam ukucie w klatce piersiowej jakby moje serce protestowało. One kocha jego. Dlatego musimy odejść serce bo z nami umrze. Jak będziemy daleko od niego to nic jemu się nie stanie. Czy dam rade odejść od ciebie drogi szmaragdowy. Znowu ciągle ucieknę.
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTARZ :) DZIĘKI
-Po co mi się ukazałaś?
-Chyba nie muszę ci to tłumaczyć księżniczko aniołów.
-Nikt nie mówi do mnie tak. Prawie nikt nie wie kim jestem. To skąd ty wiesz?-No jak ona to robi że wie wszystko.
-Ja wszystko wiem. Wiem że Missi to tak naprawdę twoje imię.-uśmiechnęła się nie wiadomo jak czy mile czy wręcz przeciwnie.
-Niby skąd wiesz ?-Skąd ona to kurwa wie. Przecież nawet Klaus nazywa mnie Missi.
-Wiem że nie masz tylko jednego imienia-To kurwa już przegięcie.
-Twoje imiona to Katherine Annabelle ale trzeciego imienia nie mogłam znaleźć dobrze je zamaskowałaś.-wciągnęłam głośno powietrze. Niby skąd ona to wiedziała to była moja tajemnica. -Ale trzeba przyznać oryginalne imiona. Katherine potężne jak same żywioły ziemi a zarazem piękne. Takie imię nosiła pierwsza najpotężniejsza królowa Aniołów a nie była tylko aniołem była potężną czarownicą nieprawdaż?-uśmiechnęła się do mnie. Nienawidzę uśmiechu tej suki. Pies piekieł już się lepiej uśmiecha kiedy chce się zeżreć. Trzeba przyznać miłe słowa nie. Mała ciekawostka pies piekieł jest demonem który może przybrać postać człowieka.
-Skończyłaś swoją nudną wypowiedź?
-Nie przerywaj mi!-krzyknęła a ziemia aż się zatrzęsła. Nie zrobiło to na mnie jakieś większego wrażenia bo to było słabe.
-Bo co ?-uśmiechnęłam się wyczekująco na jej następny ruch.
-Oj dziewczynko ty mnie nie sprowokujesz mnie przykro mi. Pozwól że dokończę. Z kolei Annabelle dostałaś te imie od samej najpotężniejszej w całej historii czarownicy a zarazem demonem najbardziej potężnym po samym Hadesie. Zostawiłam najlepsze na sam koniec ona jest twoją babką. Moja droga.-powiedziała wyczekując moją reakcje.
-Myślisz że fakt iż ta Annabelle była moją babką robi na mnie jakieś większe wrażenie?
Oj moja droga to jeszcze nic moja rodzinka jest dużo bardziej pojebana.-wzruszyłam ramionami-wracając do twojego ukazania się. Po co przylazłaś do mnie ?
-Nie po to żeby powiedzieć że umrzesz. Posłuchaj mnie uważnie. Zginie osoba która jest naprawdę bliska twemu sercu twój Anioł ukochany zielonooki.-po tych słowach znikła
To nie może by prawda. Wzbiłam się w powietrze po jakimś czasie wleciałam do domu. Zaczęłam szukać Harrego po całym domu. Pobiegłam do pokoju nie było go tam. Wbiegłam do pracowni siedział tam cały i zdrowy. Kiedy ma to nastąpić. Podeszłam do niego wtuliłam się w jego klatkę. On nic nie powiedział tylko objął mnie ucałował w czoło.
-Mówiłam że cie nie skrzywdzę. Widziałaś mnie przed wyjściem byłem wściekły ale nic ci nie zrobiłem. Siedzie tu odkąd wyszłaś i zastanawiam się dokąd poszłaś, co się dzieje z tobą czy ci się coś nie stało. Skąd masz tyle siły.-złapał mnie za podbródek podniósł moją głowę tak że byłam zmuszona patrzeć w jego oczy.
-To długa historia którą nie warto opowiadać.-wyszeptałam. On tylko kolejny raz westchnął jakby nie miał siły mówić do mnie.
-Dobrze powiem.-westchnęłam-Jestem następca tronu aniołów to dlatego.
-Co ty mówisz ?-nawet nie starał ukryć zdziwienia.
-To co słyszałeś.-wzruszyłam ramionami.-Nie mówiłam ci że Klaus jest królem bo nie widziałam takiej potrzeby po za tym nie chce tego tronu nie chce być królową-krzyknęłam wkurzyłam się.
-No już nie denerwuj się.-pocałował mnie. Od razu złość minęła.-To dlatego jesteś taka ważna dla Klausa.
-No mniej więcej.-wzruszyłam ramionami.
-Już wyobrażam sobie twoje bajkowe dzieciństwo w pałacu.
-Ta bardzo bajkowe. Ciągła musztra i ćwiczenia,treningi na łowce odkąd skończyłam 5 lat. Bardzo mi to kurwa bajkowe dzieciństwo. Od przyszłych łowców wymaga się najwięcej. Musimy być bez błędni w swoim przyszłym zawodzie. Jak nie będziemy najlepsi przyniesiemy hańbę rodu królewskiemu i zostaniemy wygnani zapomniani.-Harry zrobił wielkie oczy.-Skutki barania nauk u mistrza łowców.-wzruszam ramionami.-To nie jest takie fantastyczne jak sobie wyobrażasz brać u niego lekcji. To była po prostu musztra jak w wojsku. Dobry władca powinien działać według nauk wpojonych od dzieciństwa. Dobry łowca powinien wykonywać rozkazy stanowczo. Dobry władca powinien działać bez emocji a co najważniejsze pozbyć się uczuć.-powiedziałam na jednym wdechu. Patrzył na mnie zaszokowany widocznym na jego twarzy.-Bardzo bajkowe życie co ?-uniosłam jedną brew do góry.
-Przepraszam nie wiedziałem.-przytulił mnie jeszcze mocniej oparł brodę o moją głowę
-Nikt tego nie wie. To tajemnica królewska.
-Ciii nie mów już o tym.-gładził dłońmi moje włosy.
-Sam zacząłeś.-burknęłam pod nosem
-Co teraz będziesz mówić jak dziecko -uśmiechnął się
-Nie.-wyrwałam się z jego objęć i wyszłam z pokoju.
Usłyszałam jego śmiech za mną. Podbiegł do mnie.
-No wcale nie będziesz.-ucałował mój policzek.
-No nie będę.-krzyżuje ręce na klatce.-Uważaj bo się jeszcze udławisz tym śmiechem.
-To mi nie grozi.
-A to szkoda.-wymamrotałam pod nosem. Zbiegłam po schodach na parter. Nie zdążyłam nic zrobić bo już byłam przygwożdżona do ściany przez Harrego.
-A gdzie mi uciekasz ?-przybliżył swoją twarz do mojej.
-Jak najdalej -pokazałam język i uśmiechnęłam się wrednie.
-Ach tak to się nie da.-uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie.
-Da.-wyszeptałam.
-Nie.oparł swoje czoło o moje.
-Da.-szepcze. Pomachał głową na nie przybliżając swoje usta do moich pocałował mnie. Przymknęłam oczy i oddałam pocałunek. Oderwał się po chwili od moich ust patrzył w moje oczy z taka troską. Istota najbliższa mojemu sercu umrze. Czyli ty szmaragdowy. A jak to nie Harry? Jak o niczego tu nie chodzi ? A jak nie to kto? Nikogo innego nie mam. Zamknęłam oczy.
-Hej,co się dzieje ?-przytulił mnie do swojego serca i gładził moje włosy. Nic tylko umrzesz przeze mnie. Musze uciec od ciebie. Poczułam ukucie w klatce piersiowej jakby moje serce protestowało. One kocha jego. Dlatego musimy odejść serce bo z nami umrze. Jak będziemy daleko od niego to nic jemu się nie stanie. Czy dam rade odejść od ciebie drogi szmaragdowy. Znowu ciągle ucieknę.
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTARZ :) DZIĘKI
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz