sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 27 ^^

Sprawie że się pokaże. Wsiadłam do auta. Straciłam ochotę na wyścig. Wyjechałam z parkingu jechałam jakąś drogą zobaczyłam po prawej jezioro. Skręciłam w jego stronę wycofałam na przeciwko. Mam dość tego całego gówna. Tego cierpienia. Mojego popieprzonego życia. Dlaczego nie mogę być normalnym człowiekiem bez żadnych mocy i reszty tego gówna ?? Miałam jedyną  osobę na której mogłam liczyć  właśnie miałam. Już nie mam. Te całe cierpienie mnie wykańcza. Te całe udawanie że jestem twarda i nic mnie nie rusza. Na zewnątrz wyglądam na twardą taką co ma wszystko w dupie. A w środku jestem małą dziewczynką która kuli się w rogu pokoju i prości żeby to wszystko skończyło. Spojrzałam w prawo na siedzenie pasażera. Siedziała tam mała dziewczynka w długich blond włosach spiętych w dwa kucyki i w czerwonej sukience. Obróciła głowę w moją stronę i się uśmiechnęła. 
-W końcu będziemy wolne.-powiedziała moja mała dręczycielka-Tyle wycierpiałyśmy. Tyle bólu i cierpienia widziałyśmy. 
Przycisnęłam pedał gazu i ruszyłam w stronę jeziora. To zbyt boli żebym mogła z tym żyć. Ten ciągły strach że Isaac mnie znowu dotknie. Świadomość że nie ma przy mnie jedynej osoby której zaufałam. Poczułam jak samochód uderza w tafle wody. Po chwili już niego nie czułam. Ta  wypragniona błoga cisza. 
*Harry*
Jechałem na miejsce wyścigu. Dowiedziałem się od Zayna że Missi tam jest. A prosiłem ją żeby nie pakowała się w kłopoty. Łamie kole obietnice którą przyrzekłem sobie. Łamie obietnice że nie zobaczę ją i nie dotknę. Będę ją ochraniać z daleka. Omijałem jezioro  i zobaczyłem auto Missi tonące w jeziorze. Zatrzymałem się i bez zastanowienia wybiegłem z auta. Pobiegłem w stronę jeziora. Wskoczyłem go niego. Zanurkowałem zobaczyłem przez szybę Missi z zamkniętymi oczami. Odpłynąłem trochę i z całej siły kopnąłem w szybę w końcu pękła. Złapałem Missi i zaczęłem płynąć w stronę powierzchni. Wypłynąłem zaczerpnąłem oddech zacząłem płynąć trzymając Missi. Do płynąłem do brzegu wyciągnąłem Missi na brzeg. Była strasznie blada. Zacząłem robić jej sztuczne oddychanie. Po chwile wypluła wodę i lekko otworzyła oczy.
-Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała i zemdlała. Wziąłem ją na ręce i podniosłem się z ziemi. Wtuliłem jej głowę w swoją klatkę i ucałowałem jej czoło. 

-Do nie wyobrażam sonie świata bez ciebie.-wyszeptałem przy jej włosach-Ale wiem że nie mogę zbliżać się do ciebie.-ruszyłem w stronę mojego auta. Otworzyłem drzwi i ułożyłem ją na tylnym siedzeniu  przykryłem ją kocem. Wsiadłem za kółko i odpaliłem silnik. Ruszyłem w stronę jej domu. Wyjąłem komórkę i wybrałem numer osoby która może jej pomóc. Stefana. Odebrał po kilku sygnałach. 
-Siema stary-usłyszałem głos starego znajomego 
-Przyjedz na adres który ci wyśle i nie pytaj dlaczego
Rozłączyłem się i wysłałem mu adres domu Missi. Zaparkowałem auto i zabrałem Missi na ręce  Dlaczego zawrze zostawiam ją w tym domu? Otworzyłem drzwi i moim oczom ukazał się jej dom. Spojrzałem na rozbite lustro i na walizki przed drzwiami dokładanie tam gdzie je zostawiłem. Mój list leżał na podłodze. Ktoś zapukał do drzwi otworzyłem je z Missi na rekach. Stefan. Wszedł do środka.
-Po co miałem tu przyjechać ?
-Musimy obgadać sprawę. Mam ją na rękach. Wprowadzisz się do domu obok i będziesz ją pilnować i chronić. Ja już tego nie mogę robić. 
-Dobra.-powiedział i wyszedł.
Wszedłem na górę otworzyłem drzwi do jej pokoju i zamknąłem za sobą położyłem ją na łóżku. Dlaczego zawsze kładę na łóżku i odchodzę? Otworzyłem okno i wyszedłem. Za bardzo mi na niej zależy żeby narażać ją na niebezpieczeństwo.
*Missi*
Otworzyłam oczy i zobaczyłam mój pokój. Zwinęłam się w kulkę. Nie chciałam już nigdy go widzieć. Nie chciałam otwierać nigdy oczu. Jak ja się tu znalazłam ? Kto mnie uratował? Wstałam z łóżka i zobaczyłam godzinę jest 7:00. Iść do tej szkoły czy nie? W sumie dawno mnie w niej nie było. Chociaż bardzo nie chce wychodzić z tego domu. Mam na sobie jeszcze mokre ubrania z wczorajszej nocy. Weszłam do łazienki. Rozebrałam się i stanęłam na przeciwko lustra. Nienawidzę siebie jestem okropna. Takich jak ja powinno odsyłać na przymusowy odszczał. podniosłam dłoni do góry palec wskazujący i kciuk były ułożone w pistolet. 
-Pow-zaśmiałam się. Nie jestem do końca normalna. Weszłam pod prysznic umyłam się i przebrałam się w suche ciuchy. Chwyciłam torbę i wyszłam z domu. Ruszyłam do szkoły na piechotę. Boli mnie wszystko.Byłam blisko szkoły kiedy zaczepiła mnie Bella z elity. 
-Nasza wielka buntowniczka pojawiła się w szkole.-wymawiała te słowa z takim głupkowatym uśmiechem. Aż dłoni sama się zaciska w pięść i jest gotowa żeby jej przyjebać 
-Od czasu do czasu trzeba przyjść. A ty już się podlizałaś wszystkim nauczycielom??-uniosłam jedną brew do góry na mojej twarzy pojawił się wredny uśmiech.
-Lepiej uważaj co mówisz.- warknęła do mnie. 
Co grzeczna dziewczynka się wkurwiła. Podeszłam do niej bliżej. 
-Słuchaj nie mów co mam robić bo to się dla ciebie źle skończy.-Warknęłam przez zaciśnięte zęby.
-Nie boje się ciebie.-na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech. Uśmiechnęłam się do niej i schyliłam się do jej ucha. 
-Ależ boisz-wyszeptałam do jej ucha a ona momentalnie odsunęła się ode mnie i poszła w drugą stronę. Taka odważna. Weszłam na parking jakby nie było nie mam mojego auta. Nie ma ochoty przebywać z ludźmi chce wrócić do domu siedzieć na kanapie albo w piwnicy i czyścić brań. Moja metoda na smutek. Mam ochotę komuś ukręcić kark albo sprzedać kulkę miedzy oczy. Usiadłam a wymurowanym płocie. Wyjęłam paczkę fajek i odpaliłam jednego. Zaciągnęłam się i zeskoczyłam z murku i ruszyłam w stronę wejścia do szkoły z papierosem w ręku. mam w dupie co oni myślą. Zaciągnęłam się jeszcze raz i wypuściłam dum nosem. To jest bez sensu. Ktoś mi powie dlaczego Harry odszedł? Weszłam do szkoły i zobaczyłam na plan lekcji zaciągnęłam się jeszcze raz. Pieknie pierwsza lekcja muzyką zastrzelić się to mało.
-Moja droga panno na terenie szkoły się nie pali.-usłyszałam za plecami głos dyrektora. Przewróciłam oczami i obróciłam się w jego stronę ze sztucznym uśmiechem. 
-Coś jeszcze ?-powiedziałam bez emocji.
-Daj mi to-wyciągną do mnie dłoń. Oj zły ruch. Jedną ręką złapałam za zewnętrzną stronę dłoni.
-Proszę bardzo.-zaciągnęłam się jeszcze raz i zgasiłam papierosa na jego dłoni on momentalnie odsuną dłoń i złapał się za dłoń.
-Oszalałaś ?-zapytał oburzony 
-Tak-zaśmiałam się i obróciłam się w drugą stronę. Usłyszałam dzwonek. Jezu jak ja nienawidzę tego dźwięku. Przewróciłam oczami w weszłam do sali muzycznej. W ostatniej ławce siedział chłopak w blond  lekko kręconych włosach. Nie powiem przystojny jest ale może się schować przy Harrym. Kurwa miałam o nim zapomnieć. Tylko jak zapomnieć o jedynej osobie która była dla ciebie obojętna? Usiadłam w ostatniej ławce koło okna. Marze żebym teraz znalazła się w domu na kanapie. Nauczyciel wchodzi do klasy.
-Dzień dobry dzieci. Dzisiaj będę słuchał jak śpiewacie.-usiadł przy swoim biurku. Wybuchłam śmiechem jak jakaś dziewczyna zaczęła piać.
-Missi to było nie uprzejmie.-skarcił mnie nauczyciel.
-Pech-usłyszałam śmiech obróciłam głowę w stronę blondyna.
-Z Czego się tak cieszysz?-uniosłam jedną brew do góry.
-Z niej wyobrażam ją sobie jak sprzedaje jej kulkę w łeb a jej mózg ścieka z tablicy.-wzruszył ramionami.Ten koleś jest całkiem w porządku. Pogięło cie do reszty.Odezwała się moja dręczycielka. Przewróciłam oczami. 
-Missi teraz twoja kolej.-nauczyciel zawołał mnie. Chyba go coś boli. Nie lubię śpiewać a poza tym nie ma takiej opcji.
-Chyba nie skorzystam.-wzruszyłam ramionami. 
-Co boisz się.-usłyszałam piskliwy głosik Anne. Wstałam a krzesło z hukiem uderzyło w podłogę. Podeszłam do niej. Oparłam dłonie o jej ławkę i schyliłam się. 
-Zapomniałaś co ci mówiłam? Mam ci przypomnieć o naszej zabawię?-uniosłam jedną brew do góry. Przechyliłam głowę w bok.-Coś jeszcze chcesz dodać?
-N..nie-zaczęła się jąkać.
-To dobrze.-uśmiechnęłam się sztucznie i obróciłam się do nauczyciela który siedział zaszokowany przy swoim biurku.
-Podejdź tu-zażądał. Przewróciłam oczami i podeszłam do niego.
-Wybierz co chcesz zaśpiewać.-na mojej twarzy pojawił się uśmiech. On jest pewny co teraz zrobił. 
Wybrałam piosenkę (Within Temptation - All I Need) i zaczęłam śpiewać tekst który znam na pamięć tak często jej słuchałam że nie muszę korzystać z tekstu. 


I’m dying to catch my breath

Why don’t I ever learn?
I've lost all my trust
Though I've surely tried to turn it around



Can you still see the heart of me?
All my agony fades away
When you hold me in your embrace



Don’t tear me down for all I need
Make my heart a better place
Give me something I can believe
Don’t tear me down
You've opened the door now, don’t let it close



I’m here on the edge again
I wish I could let it go
I know that I’m only one step away
From turning it around



Can you still see the heart of me?
All my agony fades away
When you hold me in your embrace



Don’t tear me down for all I need
Make my heart a better place
Give me something I can believe
Don’t tear it down, what’s left of me
Make my heart a better place



I tried many times but nothing was real
Make it fade away, don’t break me down
I want to believe that this is for real
Save me from my fear
Don't tear me down



Don’t tear me down for all I need
Make my heart a better place



Don’t tear me down for all I need
Make my heart a better place
Give me something I can believe



Don’t tear it down what's left on me
Make my heart a better place
Make my heart a better place

Kiedy skończyłam nauczyciel był zaszokowany reszta klasy też. Okej co do kurwy nędznej?
-Missi masz cudowny głos.-nauczyciel wstał z krzesła. Co za euforia w głosie. Przewróciłam oczami. 
-Zgodzisz się śpiewać w szkolnym zespole?-zapytał  z nadzieją w głosie.
-Nie.-wzruszyłam ramionami i usiadłam na swoim miejscu. Nauczyciel przepytywał resztę uczniów.Nie obchodziło mnie to. Miałam obróconą głowę w stronę okna. Ktoś stał koło drzewa w czarnej bluzie z kapturem na głowię i okularami przeciwsłonecznymi. Patrzył prosto na mnie to trochę dziwne jak ktoś się patrzy na ciebie w ten sposób. Dzwonek zadzwonił. Wreszcie. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy. Tak bardzo lubię swoją klasę że mam ochotę pozabijać. Poszłam do łazienki poczułam jak ktoś uderza mnie w tył głowy. Obudziłam się na krześle miałam przywiązane ręce do oparć. Próbowałam poruszyć dłońmi ale nic. 


-Jezu jak ja się boje wypuść mnie już nie będę.- wypowiedziałam te słowa z drwiną w głosie. Wybuchłam śmiechem. Usłyszałam jak drugie osoby zbliżyły do nas. Podniosłam głowę. No proszę pojawiła się Anne ze swoją przyjaciółeczką. Urocze.
-To ci nic nie da-usłyszałam głosik córeczki dyrektora tej samej suki co ją przed szkołą wyśmiałam.Córeczka dyrektora wkurwiła się i zawlokła mnie do piwnicy szkolnej. Czy to nie komiczne?? Dla mnie bardzo. Miałam spuszczoną głowę kręciłam ją w niedowierzaniu. 
-Zaraz nie będzie ci tak do śmiechu będziesz przerażona.-powiedziała Anne. Zaśmiałam się. Chuba je całkiem pojebało. Spuściłam głowę.
-O nie moje drogie to wy będziecie przerażone-podniosłam głowę i przekręciłam ją na bok. Stopniowo moje oczy ciemniały aż stały się zupełnie czarne. Uśmiechnęłam się złowrogo.      

-Co ona ma z oczami diabła?-zapytała przestraszona Bella. Odsunęła się ode mnie.
-Nie wzywaj diabła bo cie posłucha i przyjdzie.-uśmiechnęłam się złowrogo.Zamknęłam oczy skoncentrowałam się  na linach którymi myłam związana. Zerwałam je. Otworzyłam oczy i wstałam z krzesła. 
-Tak się kończy zabawa grzecznych dziewczynek które chcą udawać złe. Nie wychodzi im to. A teraz zrobię taką małą sztuczkę.-uśmiechnęłam się złowrogo. Skoncentrowałam się na lampie oświetlającą całe pomieszczenie żarówka pękła z hukiem. A w pomieszczeni zagościł mrok.
-Nie wiem jak wy ale ja świetnie widzie w ciemność.-zaczęłam krążyć wokół nich. Słysze jak ich serca przyspieszają  tętno także. Bały się.-Też mam znakomity słuch. Słysze wasze serca biją tak jakby miały zaraz wyskoczyć z waszych klatek.
-Czym ty jesteś?-usłyszałam przestraszany głos Belli.
-Moja droga jestem najgorszą rzeczą która spotkała się w życiu.-wyszeptałam do jej ucha i się zaśmiałam. Krążyłam wokół nich jak głodna lwica. 
-Co masz zamiar z nami zrobić?-zapytała trzecia.
-Hmm... usłyszałyście legende o tym że demony i inne takie stwory żywią się ludzkimi duszami. A tak się składa że jestem mieszanką wybuchową ale nie będę was zanudzać szczegółami.-chwyciłam Belle za włosy i ociągnęłam jej głowę do tyłu. Jej oczy były wypełnione strachem. Wyssałam z jej ciała dusze. Reszta dziewczyn uciekła. Martwe ciało Belli opadło na podłogę. Wzruszyłam ramionami chwyciłam swoją torbę. O to urocze dziewczynki nawet mi torbę przyniosły.Wyszłam z piwnicy i zerknęłam na zegarek była 12. Po pierwszej lekcji zaciągnęły mnie do piwnicy. Serio tyle była nieprzytomna? Zobaczyłam te dwie przy szafkach. Płakały i był roztrzęsiona. Omijając je przyłożyłam palec wskazujący do ust. Nie idę na resztę lekcji. Otworzyłam drzwi szkolne i wyszłam na parking. Poszłam w stronę ławki która stała pod dużym drzewem usiadłam na niej. Dlaczego Harry odszedł?? Te pytanie krążyło po mojej głowię bez przerwy. Nic z tego nie rozumiem. Odbiło mi zupełnie zabiłam niewinną dziewczynę. Napisał w liście że odchodzi dla mojego dobra jedyne dobro które mnie spotkało to on był nim. Kto by pomyślał że Harry Styles potrafi być opiekuńczy i dobry. Dla mnie właśnie taki był na własnie był. Ciekawe czy Rick robi jeszcze tatuaże? Doba nie ważne. Mam wielką ochotę pójść do Harrego i mu przywalić a potem pocałować. Tak wiem jestem pojebana ale co zrobić jak ma się takiego ojca. Wstałam z ławki i ruszyłam w stronę domu. Mam ochotę sprzedać sobie kulkę w łeb. Na nic nie mam siły. Skręciłam i weszłam na podjazd na przeciwko mojego domu. Weszłam do niego zamknęłam drzwi z wielkim hukiem i tak tego nikt nie usłyszy bo przecież jestem sama. Weszłam do salonu. Te jasne ściany mnie denerwują chwyciłam pastele i zaczęłam rysować. Za każdym razem rysowała jego twarz jego oczy. Nie mogę o nim 
zapomnieć. Tak bardzo chce o nim zapomnieć. Mam dość że nie mogę o nim zapomnieć i pójść dalej. Zaczęłam rysować pęknięcia a na nich jego piękną twarz. Jego logi i oczy. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Nie mogę na to patrzeć to zbyt boli. Wybiegłam z domu. Wbiegłam do parku usiadłam na ławce. Jakaś mała dziewczynka usiadła koło mnie. 
-Część.-powiedziała radosnym głosem. Wyciągnęłam  paczkę fajek z kieszeni i zapaliłam jednego.
-Siema.-powiedziałam obojętnym głosem wypuszczając dym z ust.
-Mama mówi że to nie ładnie palić.-powiedziała patrząc na papierosa.
-Mi takich pierdół matka nie mówiła także pale.-obróciłam głowę w jej stronę.-Z kim tu jesteś?
-Z bratem i jego dziewczyną  ale gdzieś poszli. -mała wzruszyła ramionami. Pewnie pierdolą się w krzakach. Zaśmiałam się pod nosem na tą myśl.
-Coś ode mnie chciałaś ?-zapytałam unosząc jedną brew do góry.
-Opowiesz mi jakąś bajkę?-zapytała robiąc maślane oczy
-Dobra ale to nie będzie wesołe ani z szczęśliwym zakończeniem.
-To nic.-wzruszyła ramionami zaciągam się papierosem
-Była sobie dziewczyna najsmutniejsza dziewczyna na świecie w oczach nosiła mroczne sekrety. Której groziło wielkie niebezpieczeństwo ze strony ojca ale ona go kochała i mu ufała. Ojciec wykorzystał jej zaufanie i zmuszał do rzeczy których nie chciała robić. Miała jedyną przyjaciółkę pewnego dnia ojciec dziewczynki skrzywdził przyjaciółkę. Po kilku latach dziewczynka urosła ojciec przyprowadził do domu panią ze synem. Pewnego dnia ojciec z panią wyszli na kolacje zostawiając syna pani z dziewczynką. Syn zrobił jej krzywdę i powtarzał to przez dłuży czas. W dniu jej urodzin ojciec z tą panią oznajmili że się zaręczyli i  planują ślub. Dziewczyna nie wytrzymała  i uciekła z domu. Włóczyła się przez rok potem znalazła opiekuna. Myślał że będzie wspaniale ale dowiedziała się że jej opiekun pracuje dla jej ojca. Robiła opiekunowi piekło z życia. Przeprowadzili się do dużego miasta. Poznała tam chłopaka zaufała mu. Myślała że że się nią zaopiekuje i pokocha. On ją zostawił dziewczyna nie rozumiała dlaczego. Nawet oddychanie sprawiało jej ból. Patrzenie na szczęście innych obrzydzało ją. Jedyne czego pragnęła z całego serca to oni zapomnieć ale nie może bo ma go jeszcze w pamięci. Ma go przed oczami kiedy je zamyka. Płacze bez przerwy chociaż bolą ją oczy nie może przestać płakać. Zamknęła się w sobie. Dziewczyna pragnie jedynie upragnionej śmierci.-rzuciłam peta na ziemi. Popatrzyłam na dziewczynkę miała łzy w oczach.-Mowiłam że to nie będzie szczęśliwe. Dziewczynka wstała i ruszyła w stronę swojego brata. Wstałam i ruszyłam w stronę domu. Weszłam do niego kiedy weszłam do salonu rozbiegł się dzwonek do drzwi. Przewróciłam oczami. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Zamarłam bez ruchu kiedy zobaczyłam Harrego w progu. W moich oczach zebrały się łzy spływały po moich policzkach. Przecież miałam go już nigdy więcej nie zobaczyć. Wyciągnął dłoni w moją stronę chciał mnie dotknąć ale nie pozwoliłam mu zrobiłam krok do tyłu. Nawet nie wiem dlaczego to zrobiłam może dlatego czy mogę jeszcze mu ufać. Nie wiem czy kiedykolwiek mu jeszcze zaufam. To boli tak bardzo. Z jednej strony marze żeby się do niego przytulić a z drugiej zamknąć drzwi i zapomnieć że tu był.Spuściłam głowę. Nie chce na niego patrzeć. Ból w klatce piersiowej powrócił z podwojoną siłą.Czy kiedykolwiek mu jeszcze zaufam tego nie wiem. 
-Spójrz na mnie.-rozkazał łagodnym tonem. Żadnej odpowiedzi czy reakcji z mojej strony. Nie wiem czy potrafię jeszcze patrzeć w jego szmaragdowe oczy. Odsunęłam się od niego i zamknęłam drzwi z hukiem. Oparłam plecy o drzwi a po moich policzkach zaczęły spływać łzy zasłoniłam usta dłonią i osunęłam się na podłogę. Zakryłam twarz dłońmi. Zawinęłam się w kulkę. Usłyszałam kroki w moją stronę. Nie podniosłam głowy żeby sprawdzić kto to. Wiedziałam że to on. Dlaczego napisał ten list i odszedł? A teraz powrócił? Uklękną koło mnie.
-Spójrz na mnie.-powiedział błagalnym tonem.
-Nie. wyszeptałam dławiąc się łzami. Jeszcze bardziej skuliłam się w kulkę. Nie mam już na nic siły. Jestem żywym trupem chodzie mówię ale w środku jestem martwa. Przez niego. Poczułam jego dłoni na ramieniu przez moje ciało przeszły ciarki. Tylko on wywołuje u mnie to uczucie. 
-Nie  dotykaj mnie!-krzyknęłam i pobiegłam na górę. Wbiegłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi na klucz. Stałam w rogu pokoju patrząc jak próbuje dostać się do mnie. 
-Missi proszę nic ci nie zrobię. Wszystko ci wytłumaczę tylko mnie wpuść.
-Nie chce żebyś ty wszedł. Nie chce żebyś mi coś tłumaczył. Chce tylko umrzeć ale to się nie spęłni bo przeciwujęcie mnie przy życiu którego nie chce. Jestem potworem.-krzyknęłam i opadłam na podłogę zwinęłam się w kulkę. Dziwi otworzyły się z wielkim hukiem a do pokoju wszedł Harry. Miał całe czarne oczy. Przecież to niemożliwe tylko niezwykłe istoty mogą mieć takie oczy. Mroczne anioły nie mogą. Już nic nie rozumiem. Podszedł do mnie a ja jeszcze bardziej skuliłam się w rogu pokoju. Boje się go. 
-Nie.-powiedziałam łamiącym głosem ze łzami w oczach. Jego twarz zbladła opadł na kolana ze spuszczoną głową i ze zaciśniętymi dłońmi w pięści.
-Missi nie bój się mnie.-wyszeptał i podniósł głowę. Wyciągną w moją stronę dłoń odsunęłam się wbijając się jeszcze bardziej w róg.-Missi proszę.-Pokiwałam przecząco głową. Boje się go nie wiem co chce mi zrobić. Przybliżył się do mnie i zamkną w swoich ramionach. Próbowałam się mu wyrwać ale on jeszcze bardziej zacisnął wokół mnie uścisk. 
-Wiesz że nic ci nie zrobię. Nie bój się mnie.-wyszeptał gładząc moje włosy. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Przestałam się szarpać. W jego ramionach o dziwo czułam się bezpiecznie i widziałam że nic mi nie zrobi. Wtuliłam twarz w jego klatkę. 
-Dlaczego odszedłeś? Dlaczego się pojawiłeś skoro pisałeś że cie już nigdy nie zobaczę?-wyszeptałam w jego klatkę.
-Chciałem cie chronić przed sobą. Jak widzie że ktoś chce cie dotknąć mam ochotę go zabić. Nie umiem się czasami przy tobie opanować mam ochotę rzucić się na ciebie ale wiem że się boisz. Ale zrozumiałem że życie bez ciebie to jakbym żył bez serca bez uczuć. Tak jakbym był żywym trupem.-zastygłam bez ruchu na te słowa. Podniósł mnie i usadowił sobie na kolanach twarzą do siebie oparł się o ścianę nadal miałam twarz wtuloną w jego klatkę. Słyszałam jak bije jego serce. 
-Powinieneś nie wracać. Jestem potworem.-wyszeptałam zastygną bez ruchu na te słowa. Jeszcze bardziej przytulił mnie do swojego ciała. 
-Nie mów tak nie jesteś potworem. Potworem jest twój ojciec i Isaac ty jak najbardziej nie jesteś potworem.-pocałował mnie we włosy.-To ja jestem potworem bez serca. To ja zastawiłem chociaż wiedziałem że to cie zrani.-wyszeptał przy moich włosach. Podniosłam głowę patrzył mi prosto w oczy. Położyłam głowę na jego ramieniu po moich oczu napłynęły łzy spływały po moim policzku żeby zniknąć w materiale koszulki Harrego. Chwycił mnie za brodę i podniósł moją głowę ze swoje ramienia. 
-Już nie płacz. To łamie mi serce.-powiedział ocierając kciukiem moje łzy. Przytuliłam głowę do jego klatki. 
-Nienawidzę cie.-wyszeptałam. Nie mam już na nic siły. Zaciągnęłam się ciężko powietrzem. 
-Wiem ale i tak nie odejdę.-wyszeptał
-Odejdziesz tak jak wcześniej. Wszyscy ode mnie odchodzą.-powiedziałam bez ochoty na życie.
-Nie odejdę.-wstał z podłogi ze mną na rękach. Postawił mnie patrzyłam na jego szmaragdowe oczy. Jaka ja  jestem do jego niska. Czasami zastanawiam się jakby było być normalnym człowiekiem. Przygryzłam dolną wargę usłyszałam jak wciąga ciężko powietrze. Jego oczy pociemniały. Chwycił za moją brodę i lekko podniósł moją głowę do góry. Zadrżałam pod wpływem jego dotyku. Schylił się i wpił się w moje usta z taką mieszanką uczuć złość, smutek, desperacja, pożądanie. Jego dłonie zjechały na moje biodra przyciągając mnie bliżej siebie. Rozchylił moje wargi i pogłębił pocałunek. Jedną dłonią trzymał mnie za biodra a drygą wplątał w moje włosy trzymając moją głowę. Zaczął iść do przodu zmuszając mnie do tego żeby się cofała. Poczułam róg łóżka na łydkach. Położył mnie delikatnie na nim.

_________________________________________________________________________________
Oki jest kolejny rozdział. 


Tłumaczenie piosenki Within Temptation - All I Need

Umieram, by złapać oddech
Och, dlaczego nigdy się nie uczę?
Straciłam całe swoje zaufanie,
Choć tak próbowałam je zachować

Czy wciąż jesteś w stanie zobaczyć moje serce?
Cała moja agonia znika,
Gdy trzymasz mnie w swoich objęciach

Nie odtrącaj mnie od wszystkiego, czego potrzebuje
Uczyń moje serce lepszym miejscem
Daj mi coś, w co mogę uwierzyć
Nie odtrącaj mnie
Otworzyłeś właśnie drzwi, nie pozwól im się zamknąć

Znów jestem tu na krawędzi
Chciałabym móc pozwolić temu odejść
Wiem że jestem tylko o krok
Od kręcenia się w kółko

Czy wciąż jesteś w stanie zobaczyć moje serce?
Cała moja agonia znika,
Gdy trzymasz mnie w swoich objęciach

Nie odtrącaj mnie od wszystkiego, czego potrzebuje
Uczyń moje serce lepszym miejscem
Daj mi coś w co mogę uwierzyć

Nie niszcz tego, co we mnie zostało
uczyń moje serce lepszym miejscem

Wiele razy próbowałam, lecz nic nie było prawdziwe
Spraw, aby to zniknęło, nie odtrącaj mnie
Chcę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę
Ocal mnie od lęku
Nie odtrącaj mnie

Nie odtrącaj mnie od wszystkiego, czego potrzebuje
Uczyń moje serce lepszym miejscem

Nie odtrącaj mnie od wszystkiego, czego potrzebuje
Uczyń moje serce lepszym miejscem
Daj mi coś w co mogę uwierzyć.

Nie niszcz tego, co ze mnie zostało
Uczyń moje serce lepszym miejscem
Uczyń moje serce lepszym miejscem 

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 26^^

Demon patrzył w tamtym kierunku. Podeszłam do niego z kpiącym uśmiechem na twarzy.
-Co obiad ci uciekł- zaśmiałam się.
Usłyszałam za sobą szelest obróciłam w tamtą stronę głowę.  Zamurowało mnie. W moją stronę szedł łowca miał zaszyte usta. Klaus go przysłał jak zwykle zaszyte usta. Żeby nie mógł mu się sprzeciwić. Urocze. Gdzie Klaus tam i Demon. Mogłam się tego spodziewać. Łowca podszedł do mnie i uderzył w brzuch. O kurwa nie daruje. Moje dłonie otaczał czarny ogień. Rzuciłam kule ognia staną w płomieniach łatwo poszło. 
-Brawo.-usłyszałam za plecami klaskanie.-Moje szkolenie nie poszło na marne.-ten głos. Klaus. Moje oczy stały  się czarne. Stanęłam cała w czarnych płomieniach. Przyrzekam że go zabije. Obróciłam się w jego stronę i ruszyłam na niego. Ten tylko wyciągną rękę a jakaś niewidzialna siła odepchnęła mnie do tyłu.
-Oj Missi Missi jeszcze się tego nie nauczyłaś. Ty nie możesz mnie zabić.-powiedział z tym głupkowatym uśmiechem. Stałam tam ciężko oddychając. Klaus obrócił się do mnie bokiem. 
-Missi córeczko chodź do mnie.-te słowa nie były skierowane do mnie. Wyciągną dłoni w stronę lasu. Za drzewa wyłoniła się mała dziewczynka w różowym płaszczyku. Skierowałam wzrok na jej twarz. Zamarłam bez ruchu. To przecież ja jako dziecko. Ale jak ?Przecież to nie możliwe. Nawet on tego nie potrafi. Ktoś uderzył w tył mojej głowy. Uklęknęłam chwycił moje dłonie i związał za plecami. Miałam spuszczoną głowę. Przecież to nie możliwe nawet dla niezwykłych. 
-Missi zabij tamtą kobietę-Klaus powiedział do dziewczynki. Ona tylko pokiwała głową i podeszła do mnie. Dopiero teraz zauważyłam że ona też ma zaszyte usta. Ponownie spuściłam głowę. Zaśmiałam się. 
-Oj Klaus nawet mojej kopi zaszyłeś usta to żałosne.-zaczęłam drwić z niego.-Co wielki pan i włatca nie może znieść sprzeciwu. Urocze.
-Missi pośpiesz się.
-Skąd ta nagła zmiana zdania tak to próbujesz utrzymać  mnie przy życiu a tak zabić. Człowieku jesteś bardziej pojebany ode mnie.-zaśmiałam się. poczułam jej małą doni na ramieniu.
-Wiesz co Klaus? Musze cie niestety zawieść ale nie dam się zabić kochany ojczulku.-rozerwałam sznury na nadgarstkach i szybko podniosłam się z kolan. Kopnęłam małą w brzuch. 
-Nie ładnie zabijać samej siebie.-mała wyciągnęła sztylety i ruszyła na mnie. Nie tak szybko mała.-rozpostarłam skrzydła i uniosłam się. Chwyciłam jej sztylety i wyrwałam z jej małych rączek. To nie zła frajda walczyć ze sobą. Rzuciłam  sztylety w stronę drzewa wbiły się w nie. Stanęłam na przeciwko  niej. Chwyciłam za jej płaszcz. Rzuciłam  nią w stronę drzewa ona wbiła się w połamaną gałęzi. Stanęłam koło niej . Żyła jeszcze.
-Widzisz drogi ojcze kopia nigdy nie będzie lepsza od oryginału.- Stanęłam na przeciwko małej chwyciłam  ją i popchnęłam tak że głębiej  wbiła się na gałęzi. 
-Boli?-zapytałam złośliwie. Pokiwała twierdząco głową-To dobrze.zaśmiałam się. Nie odczuwam w takich chwilach uczuć. Po prostu ciesze się że ktoś umiera na moich oczach. Krew z jej brzucha kapała na ziemie. Jej oczy zamknęły się. Umarła. Już a to szkoda a tak miło było patrzeć jak cierpi. 
-Umarła a to szkoda.-wydęłam dolną wargę. 
-Jesteś chora-głos Demona obił mi się o uszy.
-Ciekawe dlaczego ?-spytałam retorycznie 
-Córeczko nie potrzebujesz przypadkiem mojej mocy?
-Nic nie potrzebuje od ciebie.-odbiłam się od ziemi i poleciałam. Stanęłam koło samochodu Harrego. Nie może się dowiedzieć że spotkałam Klausa. Ciekawe jakby zareagował pewnie by się wkurwił. Harry śmiesznie się wkurwia jak wrzeszczy to marszczy nos. Może tylko dla mnie jest śmieszny bo inni się go boją. 
*Harry*
Byłem w klubie Missi uciekł mi. Wiem że boi się być  dotykaną  i intymnych chwilach. Przecież ona wie że nic jej nie zrobię. Ukrywam przednią prawdę którą nie może poznać.
*Missi*
Spuściłam głowę. Ukryłam twarz w włosy. To jej chore. Najgorsze jest to że podoba mi się patrzenie na kogoś cierpienie i śmierć. Ale do chuja pana jak on mnie sklonował i to jak byłam dzieckiem. Usłyszałam czyjeś kroki i jak ktoś bije brawa.
-Tego się po tobie nie spodziewałem moja droga.-usłyszałam jego głos.Uśmiechnęłam się. Jedyna osoba która jest tak samo pojebana jak ja zaszczyciła mnie swoją obecnością.
-Jedyna bestia która widzi w ciemnościach przyszła mnie odwiedzić.-podniosłam  głowę i zeszłam z maski auta. Obróciłam się.
-Miło cie znowu widzieć Missi-uśmiechnął się. 
-Nawzajem Riddick-przewróciłam oczami. Podszedł do mnie.
-Wielka bestia nosi okulary przeciw słoneczne w nocy. Modre jak jasna cholera.
-Oj Missi i ta twoja niewyparzona buzia.
-Coś chcesz konkretnego?
-Przyszedłem cie ostrzec. Ufasz nie prawidłowej osobie. Zawiedziesz się na niej i będziesz cierpieć. To cie zniszczy.-powiedział i znikną.
Co to było do kurwy nędznej ? O czym on pieprzył ? Nie mam już do tego siły. Poczułam kogoś dłoni na swoim ramieniu od ruchowo odsunęłam się.
-Spokojnie to tylko ja.-usłyszałam jego zachrypnięty głos. Obróciłam się do niego. Spuściłam wzrok na swoje dłonie dopiero teraz zauważyłam że są brudne od krwi.  Schowałam je za plecami. Podał mi butelkę wody.
-Masz to wypić.-zażądał ostrym tonem. Chwyciłam butelkę i otworzyłam. Nie widzie żadnego sensu dlaczego ma to wypić. Otworzył drzwi usiadłam na siedzeniu. Wypiłam kilka łyków. Zamkną drzwi i obszedł samochód wsiadł na miejsce kierowcy.Odpalił silnik. Zaczęłam robić senna.Zamknęłam oczy. Po kilku chwilach zapadłam w głęboki sen.
*Harry*                                                włącz przed czytaniem tego fragmentu 
Kierowałem autem. Wsypałem tabletki nasenne do wody. Nie mogę ryzykować że coś się jej stanie. Odwiozę  ją do domu i będzie tak jakby mnie nigdy nie spotkała. Nadal będę ją chronić i szukać Klausa. Ale nie będzie mnie już widziała ani słyszała. Skręciłem w ulice prowadzącą do jej domu. Zaparkowałem na podjeździe zgasiłem silnik i wyszedłem. Podszedłem do jej drzwi. Wziąłem ją na ręce była lekka jak piórko. Skierowałem się w stronę frotowych drzwi. Wyjąłem  kluczyki i otworzyłem je wszedłem do środka zatrzasnąłem drzwi za sobą. Wszedłem po schodach i otworzyłem drzwi do jej pokoju. Podszedłem do jej łóżka ona jakby przeczuwała że chce ją zostawić wtuliła się bardziej w moją koszulkę.
-Missi proszę nie utrudniaj mi tego.-wyszeptałem. Niepewnie puściła moją koszulkę. Położyłem ją na łóżku. Ukląkłem koło łóżka położyłem dłoń na jej policzku ona wtuliła twarz w nią.Jakby chciała żebym nie odchodził. Widziałem w kącikach jaj oczu łzy. 
-To dla twojego dobra-złapała moją rękę i wtuliła  się w nią. Wiem że ją to zrani ale nie mam wyboru. Schyliłem się i ostatni raz pocałowałem jej malinowe wargi.
-Żegnaj kochanie.-Wyszeptałem tuż nad jej ustami. Podniosłem się i wyszedłem z jej pokoju. Poszedłem do salonu i schowałem kamerkę w ramce od zdjęcia która stała na kominku. Nie zostawię ją tak samą. Wyszedłem z jej domu i wsiadłem do samochodu. Zostawiam ją samą. Odpaliłem silnik i odjechałem 
*Missi*
Było mi zimno obróciłam się na drugi bok. Otworzyłam oczy zobaczyłam swój pokój zmarszczyłam brwi. Obróciłam się na plecy i usiadłam po turecku na łóżku. Co jest do cholery. Wstałam z łóżka. Gdzie jest Harry? Wyszłam z pokoju zeszłam po schodach weszłam do salonu. Gdzie on jest ? Weszłam do kuchni. Nie ma go. Wyszłam z kuchni i chciałam iść na górę ale zobaczyłam przed drzwiami moje walizki. Co  jest? Podeszłam  do nich na jednej z nich leżał list. Otworzyłam go i zaczęłam czytać:
Żegnaj
Missi już więcej mnie nie zobaczysz nie usłyszysz.
Robię to dla twojego dobra. 
Odchodzę nie chce, ale muszę.
 Zrób coś dla mnie i nie pakuj się w kłopoty.
Nie będę dzwonił ani pisał. 
Ten list jest ostatnią rzeczą, którą do ciebie pisze. 
Będzie tak jakbyś mnie nigdy nie poznała.
Będzie tak jakbym nie istniał.
Żegnaj, nie zapomni o mnie.

                                                     Harry.


Oczy zaczęły mnie piec a po policzkach czułam spływające łzy. Wypuściłam list z rąk i opadłam na kolana spuściłam głowę. Jak to? Dlaczego? Te pytania krążyły w mojej głowie. Zacisnęłam dłonie w pięść. Wstałam zobaczyłam siebie w lustrze. Już wiem dlaczego. Podeszłam do lustra. No popatrz na siebie jesteś żałosna. Odezwała się moja dręczycielka. Dawno jej nie słyszałam. Łzy spływały mi po policzkach. Zamknęłam oczy kiedy je otworzyłam były czarne. 

Uderzyłam pięścią w lustro a one rozbiło się na miliony maleńkich kawałeczków. Pobiegłam na górę. Wbiegłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę. Mogłam się tego spodziewać zaufałam mu a od odszedł zostawił mnie chociaż wiedział że się boje. Że boje się odrzucenia. Wiedział że boje się komuś zaufać. Zaufałam mu a on odszedł. Poczułam ból w klatce piersiowej. Już nigdy nie zobaczę jego szmaragdowych oczu ani tego uśmiechu. Już nigdy mnie nie przytuli ani pocałuje. Ból nasilał się. Oparłam plecy o zimne kafelki i osunęłam się usiadłam ze spuszczoną głową. Tylko jemu zaufałam a on odszedł. Nie dziwie mu się nie pozwalałaś mu się dotykać. Bała się zrobić krok na przód. Chłopak miał dość.Głos w mojej głowię nie ustawał. Położyłam dłonie na uszach i bujałam się w przód i w tył.
-To nie prawda on dla tego nie odszedł.-krzyknęłam krztusząc się łzami. Zwinęłam się w kulkę. Ból w klatce nie dawał za wygraną. Nienawidzę siebie za to kim jestem. Może dla tego odszedł bo jestem właśnie taka.Wyszłam z kabiny. Nie mam na nic siły to boli. Ubrałam jakieś spodnie i luźną koszulkę. Zeszłam na dół weszłam do salonu. Podeszłam do barku wzięłam z niego whisky. Usiadłam na stole. Odkręciłam butelkę i wypiłam kilka łyków. Co mam innego do roboty? Upije się w trupa i najwyżej skocze z mostu. Byłby punkt dla mnie Klaus by mnie nie dorwał a ja bym nie cierpiała. Pragnę żeby mnie przytulił. Pragnę poczuć jego zapach jego dotyk na swoim ciele. Kolejne łzy wyrwały się z moich oczu i spływały po moich policzkach.  Wzięłam kolejną porcje alkoholu. Jestem słaba i żałosna. Włączyłam muzykę zeskoczyłam ze stołu przyłożyłam butelkę do ust i ją przechyliłam a szkarłatna ciecz wlała się do ust. Zaczęłam kręcić się z butelką w ręce. Chciałam się jeszcze napić ale już nic nie było w butelce.
-Jebana butelka.-patrzyłam na nią- i co mam z tobą zrobić-rzuciłam nią o ścianę a ta roztrzaskała się na kawałeczki. Zaśmiałam się. Wzruszyłam ramionami. Usiadłam na kanapie przyciągnęłam do klatki piersiowej. Ten dom jest taki duży i pusty. Żadnej żywej duszy. Ja nie żyje nie istnieje. Jak mam żyć bez niego? Będzie tak jakbym nie istniał. Te słowa krążyły w moich myślach bez przerwy. Wpatrywałam się w ścianę na przeciwko kanapy. Nic nie czyje oprócz bólu w klatce piersiowej. Jedyna osoba której zaufała odeszła. Dlaczego nie zasługuje na szczęście? Oczy niemiłosiernie piekły mnie od płaczu ale nie potrafiłam przestać. Patrzyłam ta tą ścianę a łzy samowolnie wypływały z moich oczu. Jedynym uczuciem które mogę czuć to ból. Ruszyłam dupę z kanapy i poszłam do swojego pokoju. Zmuszę go żeby się pojawił. Ubrałam się. Weszłam do łazienki i pomalowałam się. Chwyciłam czerwoną szminkę i pomalowałam ją moje usta. Włożyłam do dolnej wargi złoty kolczyk. Wyszłam z łazienki i zeszłam po schodach weszłam do garażu. Chyba mam więcej genów faceta skoro mam frajdę kiedy  jeżdżę sportowym autem. Zgadza się dziewczyna też może mieć takie zabawki. Kto powiedział że to jest zaklepane wyłącznie dla facetów. Podeszłam do samochodu który był zakryty białym materiałem chwyciłam go i ściągnęłam za niego. Moim oczom ukazał się koenigsegg ccx. Nazywam go staruszkiem chociaż do najstarszych nie należy. Chwyciłam klucze zawieszone na wieszaku. Wsiadłam do samochody otworzyłam drzwi garażowe pilotem. Włożyłam kluczyk do stacyjki i odpaliłam. Muzyka dla moich uszu ryk silnika. Wyjechałam z garażu zamknęłam go. Wjechałam na ulice i przycisnęłam gazu. Do wolnych kierowców nie należę na ale co zrobić.
Dojechałam na obrzeża Londynu. Skręciłam w boczną ulice i usłyszałam ryk samochodów. No to dobrze trafiłam. Wjechałam na jakiś parking. Zaparkowałam auto. Nie mam zamiaru wychodzić z samochodu. Mnóstwo napakowanych tępaków i pustych lasek. Zgasiłam silnik. Jedna dziewczyna przykuła moją uwagę. Ta gapie się na jakąś dziewczynę czasami są bardziej pociągające od facetów. Miała na sobie brązową spudniczke przed kolana białą koszule włożoną do spudniczki i byty na lekkim obcasie. Długie brązowe włosy. Obróciła się w moją stronę. Otworzyłam szerzej oczy. To Sara. Co ona ty robi do chuja pana ? Wysiadłam z auta i ruszyłam w jej stronę. 
-Co ty tu robisz?-warknęłam w jej kierunku.
-N...nic-zaczęła się jąkać i spuściła wzrok.
-Sara ty jesteś.-usłyszałam za sobą głos Zayna. Obróciłam się w jego stronę i bez żadnych ostrzeżeń uderzyłam go pięścią w szczękę.
-Zabierz ją stąd-warknęłam-Jesteś aż taki głupi że zabierasz ją w takie miejsce. Pojebało cie do reszty?!-krzyknęłam 
-Chciałem jej pokazać jak wygląda mój świat.-wysyczał przez zaciśnięte zęby poruszając szczęką.
-Ty nic nie rozumiesz. Nasz świat jest dla niej niebezpieczny. Nie rozumiesz jak ona się dowie kim jesteś będzie musiała umrzeć. Człowiek jak się dowie kim jesteśmy musi umrzeć.
-Nie pozwolę żeby coś się jej stało.
-Już się coś jej stało. Grozi jej śmierć.
-Zabije każdego kto ją dotknie.
-Zajebiście ale nie pomyślałeś o jednym szczególe.
-Jakim niby?-podniósł jedną brew do góry.
-Taki że jesteśmy na wyścigach. Że łowca może się łatwo wmieszać w tłum i ją zabić. Hmm... tak to chyba to.
-Dobra zabiorę ją stąd.-zrobił krok w jej stronę. Obrócił głowę w moim kierunku-Po co ty tu przyjechałaś?
-A niby po co się przyjeżdża na wyścigi.-przewróciłam oczami. Ruszyłam w stronę mojego samochodu. Oparłam się o maskę.
Dlaczego ja zawsze muszę wszystko spieprzyć?

_________________________________________________________________________________
Następny rozdział pojawi się za tydzień. Sory że dodaje co tydzień ale koniec roku te wszystkie poprawki itp. 

Jej kolczyk 



CZYTASZ=KOMENTARZ :)