wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 31^^

Jezu niech wszyscy dadzą mi spokój. Ten koleś co wszedł do mojego domu. Który okazał się wampirem ciekawe co chce. Kim jest ten chłopak który mnie ciągle prześladuje. Zamykam oczy poczułam jak łóżko się kołysze przytulił mnie i od razu wiedziałam że to Harry . 
-Co się dzieje kochanie ?- usłyszałam jego zachrypnięty głos. Czy on powiedział do mnie 'kochanie'. Otworzyłam oczy i się uśmiechnęłam słabo. 
-Nic po prostu coś mnie męczy.-burknęłam. Coś kurwa ktoś. Mam tego kurwa dość to za dużo. Wtuliłam twarz w klatkę Harrego a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Po prostu jest tego za dużo. 
-Hej co jest ?-głaskał mnie po włosach.
-Nic nie ważne.-Otarłam łzy. Nie będę laską która rozkleja się o byle gówno.-Czego chce ten koleś?
-Mamy pomóc uratować jego dziewczynę z rąk jakieś Gwardii.
-Jezu serio?-wstałam i wyszłam z pokoju  zeszłam po schodach. Weszłam do salonu gdzie siedział Zayn Niall i Lucien.
-Bez urazy koleś ale do chuja Pana jesteś wampirem.-krzyknęłam wkurwiona.  Sama nie wiem na kogo.- Także mogłeś pójść tam i uratować swoją dziwkę.- aż ręce zaczęły mi się trząść z złość. Na słowo 'dziwka' odwrócił swoją głowę w moją stronę a w jego oczach można tylko było wyczytać wściekłość. OOO jak słodko wampir się wkurwił. Och ach. W ułamku sekundy był już przy za mną i trzymał moje włosy w dłoni przechylając moją głowę na bok. Zaczęłam się śmiać jak psychopatka kiedy przysuną swoje kły do mojej szyi. Smacznego wampirku. 
-Nie radzie pić mojej krwi ale śmiało.-wzruszyłam ramionami. Zayn aż wytrzeszczył oczy kiedy usłyszał moje pozwolenie.-Ale zanim to zrobisz powiem jedno 'na zdrowie syneczku Draculi'-powiedział z kipną w głoście. Dokładnie wiedziałam że nienawidzi ojca za to co mu zrobił. Och to takie wzruszające. Lucien z jeszcze większą wściekłością wpił się w moją szyje. Pij pij aż umrzesz drugi raz od mojej krwi. On momentalnie odskoczył ode mnie i zaczął pluć moją krwią. Przejrzałam się w lustrze który wisiał na ścianie w salonie po mojej szyi z dwóch dziurek leciała krew czarna jak smoła. Wytarłam szyje rękawem bluzy. Obróciłam się w stronę plującego moją krwią wampira  i oparłam się o futrynę. 
-Zanim tu przyszedłeś mogłeś się o mnie więcej dowiedzieć.-powiedziałam to ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
-Jesteś wredną suka.-warkną do mnie wycierając usta.
-Tak zgadza się.-wzruszyłam ramionami bez emocji.- Ach czy wampir który ma 5 setek na karku nie powinien się lepiej wyrażać?-przechyliłam głowę na bok uśmiechając sie wrednie. No co mi zrobisz wampirku mam na ciebie haka. 
-Do takich suk jak ty to nie.- wysyczał przez zaciśnięte zęby. Ach jaka riposta. 
-Mam do ciebie pytanie- na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy wredny uśmiech.-Czy twoja matka jeszcze pływa martwa w rzece do której skoczyła żeby popełnić samobójstwo hmmm?-uniosłam jedną brew do góry.-Bo jak tak to pozdrów ją ode mnie.
Zacisną zęby i dłonie podszedł do mnie jeszcze bliżej i uderzył w ścianę koło mojej głosy. W ścianie była ogromna dziura. Wow umiesz zrobić dziurę w ścianie brawo. 
-Ja śmiesz do mnie tak mówić?!-krzykną do mnie.
-Ach zaiste bo mogę.-zaśmiałam się odsunęłam się od niego.-Jakby nie było jesteś w moim domu Draculo juniorze.-ach jak ja uwielbiam drażnić ludzi ach sorry w tym przypadku trupa. W ułamku sekundy był znowu przy mnie. Przewróciłam oczami. Uważaj bo się tym przerażę. 
-Może ci jednak nie pomogę uratować tą twoją suczkę bo jeszcze popełni samobójstwo jak twoja matka.-ominęłam go i usiadłam na drewnianym stole machając nogami w przód i w tył patrzyłam jak Lucien się jeszcze bardziej wkurwia. Ochhh uważaj bo jeszcze eksplodujesz z tej wściekłości. Za śmiałam się na tą myśl.
-A ja może wyśle pozdrowienia od ciebie do Issaca hmmm?-na jego twarzy pojawił się wredny uśmiech. Moje oczy stały się całe czarne. Przesadziłeś koleś. Patrzyłam na niego i podniosłam rękę dłonią machnęłam w bok a jego ciało jak szmaciana lalka poleciało w bok. Zeskoczyłam ze stołu i skoncentrowałam wzrok na nodze od stołu ona wyrwała sie i dosłownie wskoczyła mi w dłoni. Podeszłam do Luciena który leżał na podłodze. Przełamałam kawałek drewna na pół i wbiłam mu je w dłonie tak że ma je przybite do podłogi. 
-Jak zbierałeś o mnie informacje to mogłeś jeszcze się dowiedzieć że jestem mutantem mieszanką wybuchową.-kucnęłam przy nim leżącego na podłodze.-Dokładnie wiesz kim jest mój ojciec ale chyba nie wiesz kim była moja matka. Była niezwykłą istotą.-na te słowa jego czy otworzyły się jeszcze bardziej.-No dokładnie. Wiem że jesteś w szoku. Stożyli potwora który ma niezliczone moce i jest potężniejszy nawet od pięcioletniemu potomkowi Draculi.-Wstałam i stanęłam nad nim.
-Jak urodzi się twój potomek  będzie koniec świata jaki istnieje- Powiedział wyrywając dłoni w górę w dłoni miał wielką dziurę to samo zrobił z drugą dłonią. Jest wampirem zagoi się szybko. Wstał i już nie miał dziur w dłoniach. 
-Zagoiło się szybciej niż zwykle-powiedział zaskoczony. Zaczęłam iść w stronę drzwi salonu odwróciłam sie w stronę wampira jak już miałam wyjść na korytarz.
-No widzisz moja krew jest w chuj ohydna ale jest lekarstwem po którym wszystko lepiej sie goi i tak dalej a jak każde lekarstwo musi być ohydne.-wzruszyłam ramionami.-Proszę stosować te lekarstwo w małych ilościach bo inaczej grozi śmierć-wyszłam z salonu.
-Niedługo z tej Gwardii zostanie mokra czerwona plama-krzyknęłam na cały dom i wyszłam z domu. Ok teraz idziemy na obiadek kogo tym razem pozbawię życia ciekawe. 
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTARZ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz