-Co obiad ci uciekł- zaśmiałam się.
Usłyszałam za sobą szelest obróciłam w tamtą stronę głowę. Zamurowało mnie. W moją stronę szedł łowca miał zaszyte usta. Klaus go przysłał jak zwykle zaszyte usta. Żeby nie mógł mu się sprzeciwić. Urocze. Gdzie Klaus tam i Demon. Mogłam się tego spodziewać. Łowca podszedł do mnie i uderzył w brzuch. O kurwa nie daruje. Moje dłonie otaczał czarny ogień. Rzuciłam kule ognia staną w płomieniach łatwo poszło.
-Brawo.-usłyszałam za plecami klaskanie.-Moje szkolenie nie poszło na marne.-ten głos. Klaus. Moje oczy stały się czarne. Stanęłam cała w czarnych płomieniach. Przyrzekam że go zabije. Obróciłam się w jego stronę i ruszyłam na niego. Ten tylko wyciągną rękę a jakaś niewidzialna siła odepchnęła mnie do tyłu.
-Oj Missi Missi jeszcze się tego nie nauczyłaś. Ty nie możesz mnie zabić.-powiedział z tym głupkowatym uśmiechem. Stałam tam ciężko oddychając. Klaus obrócił się do mnie bokiem.
-Missi córeczko chodź do mnie.-te słowa nie były skierowane do mnie. Wyciągną dłoni w stronę lasu. Za drzewa wyłoniła się mała dziewczynka w różowym płaszczyku. Skierowałam wzrok na jej twarz. Zamarłam bez ruchu. To przecież ja jako dziecko. Ale jak ?Przecież to nie możliwe. Nawet on tego nie potrafi. Ktoś uderzył w tył mojej głowy. Uklęknęłam chwycił moje dłonie i związał za plecami. Miałam spuszczoną głowę. Przecież to nie możliwe nawet dla niezwykłych.
-Missi zabij tamtą kobietę-Klaus powiedział do dziewczynki. Ona tylko pokiwała głową i podeszła do mnie. Dopiero teraz zauważyłam że ona też ma zaszyte usta. Ponownie spuściłam głowę. Zaśmiałam się.
-Oj Klaus nawet mojej kopi zaszyłeś usta to żałosne.-zaczęłam drwić z niego.-Co wielki pan i włatca nie może znieść sprzeciwu. Urocze.
-Missi pośpiesz się.
-Skąd ta nagła zmiana zdania tak to próbujesz utrzymać mnie przy życiu a tak zabić. Człowieku jesteś bardziej pojebany ode mnie.-zaśmiałam się. poczułam jej małą doni na ramieniu.
-Wiesz co Klaus? Musze cie niestety zawieść ale nie dam się zabić kochany ojczulku.-rozerwałam sznury na nadgarstkach i szybko podniosłam się z kolan. Kopnęłam małą w brzuch.
-Nie ładnie zabijać samej siebie.-mała wyciągnęła sztylety i ruszyła na mnie. Nie tak szybko mała.-rozpostarłam skrzydła i uniosłam się. Chwyciłam jej sztylety i wyrwałam z jej małych rączek. To nie zła frajda walczyć ze sobą. Rzuciłam sztylety w stronę drzewa wbiły się w nie. Stanęłam na przeciwko niej. Chwyciłam za jej płaszcz. Rzuciłam nią w stronę drzewa ona wbiła się w połamaną gałęzi. Stanęłam koło niej . Żyła jeszcze.
-Widzisz drogi ojcze kopia nigdy nie będzie lepsza od oryginału.- Stanęłam na przeciwko małej chwyciłam ją i popchnęłam tak że głębiej wbiła się na gałęzi.
-Boli?-zapytałam złośliwie. Pokiwała twierdząco głową-To dobrze.zaśmiałam się. Nie odczuwam w takich chwilach uczuć. Po prostu ciesze się że ktoś umiera na moich oczach. Krew z jej brzucha kapała na ziemie. Jej oczy zamknęły się. Umarła. Już a to szkoda a tak miło było patrzeć jak cierpi.
-Umarła a to szkoda.-wydęłam dolną wargę.
-Jesteś chora-głos Demona obił mi się o uszy.
-Ciekawe dlaczego ?-spytałam retorycznie
-Córeczko nie potrzebujesz przypadkiem mojej mocy?
-Nic nie potrzebuje od ciebie.-odbiłam się od ziemi i poleciałam. Stanęłam koło samochodu Harrego. Nie może się dowiedzieć że spotkałam Klausa. Ciekawe jakby zareagował pewnie by się wkurwił. Harry śmiesznie się wkurwia jak wrzeszczy to marszczy nos. Może tylko dla mnie jest śmieszny bo inni się go boją.
*Harry*
Byłem w klubie Missi uciekł mi. Wiem że boi się być dotykaną i intymnych chwilach. Przecież ona wie że nic jej nie zrobię. Ukrywam przednią prawdę którą nie może poznać.
*Missi*
Spuściłam głowę. Ukryłam twarz w włosy. To jej chore. Najgorsze jest to że podoba mi się patrzenie na kogoś cierpienie i śmierć. Ale do chuja pana jak on mnie sklonował i to jak byłam dzieckiem. Usłyszałam czyjeś kroki i jak ktoś bije brawa.
-Tego się po tobie nie spodziewałem moja droga.-usłyszałam jego głos.Uśmiechnęłam się. Jedyna osoba która jest tak samo pojebana jak ja zaszczyciła mnie swoją obecnością.
-Jedyna bestia która widzi w ciemnościach przyszła mnie odwiedzić.-podniosłam głowę i zeszłam z maski auta. Obróciłam się.
-Miło cie znowu widzieć Missi-uśmiechnął się.
-Nawzajem Riddick-przewróciłam oczami. Podszedł do mnie.
-Wielka bestia nosi okulary przeciw słoneczne w nocy. Modre jak jasna cholera.
-Oj Missi i ta twoja niewyparzona buzia.
-Coś chcesz konkretnego?
-Przyszedłem cie ostrzec. Ufasz nie prawidłowej osobie. Zawiedziesz się na niej i będziesz cierpieć. To cie zniszczy.-powiedział i znikną.
Co to było do kurwy nędznej ? O czym on pieprzył ? Nie mam już do tego siły. Poczułam kogoś dłoni na swoim ramieniu od ruchowo odsunęłam się.
-Spokojnie to tylko ja.-usłyszałam jego zachrypnięty głos. Obróciłam się do niego. Spuściłam wzrok na swoje dłonie dopiero teraz zauważyłam że są brudne od krwi. Schowałam je za plecami. Podał mi butelkę wody.
-Masz to wypić.-zażądał ostrym tonem. Chwyciłam butelkę i otworzyłam. Nie widzie żadnego sensu dlaczego ma to wypić. Otworzył drzwi usiadłam na siedzeniu. Wypiłam kilka łyków. Zamkną drzwi i obszedł samochód wsiadł na miejsce kierowcy.Odpalił silnik. Zaczęłam robić senna.Zamknęłam oczy. Po kilku chwilach zapadłam w głęboki sen.
*Harry* włącz przed czytaniem tego fragmentu
Kierowałem autem. Wsypałem tabletki nasenne do wody. Nie mogę ryzykować że coś się jej stanie. Odwiozę ją do domu i będzie tak jakby mnie nigdy nie spotkała. Nadal będę ją chronić i szukać Klausa. Ale nie będzie mnie już widziała ani słyszała. Skręciłem w ulice prowadzącą do jej domu. Zaparkowałem na podjeździe zgasiłem silnik i wyszedłem. Podszedłem do jej drzwi. Wziąłem ją na ręce była lekka jak piórko. Skierowałem się w stronę frotowych drzwi. Wyjąłem kluczyki i otworzyłem je wszedłem do środka zatrzasnąłem drzwi za sobą. Wszedłem po schodach i otworzyłem drzwi do jej pokoju. Podszedłem do jej łóżka ona jakby przeczuwała że chce ją zostawić wtuliła się bardziej w moją koszulkę.
-Missi proszę nie utrudniaj mi tego.-wyszeptałem. Niepewnie puściła moją koszulkę. Położyłem ją na łóżku. Ukląkłem koło łóżka położyłem dłoń na jej policzku ona wtuliła twarz w nią.Jakby chciała żebym nie odchodził. Widziałem w kącikach jaj oczu łzy.
-To dla twojego dobra-złapała moją rękę i wtuliła się w nią. Wiem że ją to zrani ale nie mam wyboru. Schyliłem się i ostatni raz pocałowałem jej malinowe wargi.
-Żegnaj kochanie.-Wyszeptałem tuż nad jej ustami. Podniosłem się i wyszedłem z jej pokoju. Poszedłem do salonu i schowałem kamerkę w ramce od zdjęcia która stała na kominku. Nie zostawię ją tak samą. Wyszedłem z jej domu i wsiadłem do samochodu. Zostawiam ją samą. Odpaliłem silnik i odjechałem
*Missi*
Było mi zimno obróciłam się na drugi bok. Otworzyłam oczy zobaczyłam swój pokój zmarszczyłam brwi. Obróciłam się na plecy i usiadłam po turecku na łóżku. Co jest do cholery. Wstałam z łóżka. Gdzie jest Harry? Wyszłam z pokoju zeszłam po schodach weszłam do salonu. Gdzie on jest ? Weszłam do kuchni. Nie ma go. Wyszłam z kuchni i chciałam iść na górę ale zobaczyłam przed drzwiami moje walizki. Co jest? Podeszłam do nich na jednej z nich leżał list. Otworzyłam go i zaczęłam czytać:
Żegnaj
Missi już więcej mnie nie zobaczysz nie usłyszysz.
Robię to dla twojego dobra.
Odchodzę nie chce, ale muszę.
Zrób coś dla mnie i nie pakuj się w kłopoty.
Nie będę dzwonił ani pisał.
Ten list jest ostatnią rzeczą, którą do ciebie pisze.
Będzie tak jakbyś mnie nigdy nie poznała.
Będzie tak jakbym nie istniał.
Żegnaj, nie zapomni o mnie.
Harry.
Oczy zaczęły mnie piec a po policzkach czułam spływające łzy. Wypuściłam list z rąk i opadłam na kolana spuściłam głowę. Jak to? Dlaczego? Te pytania krążyły w mojej głowie. Zacisnęłam dłonie w pięść. Wstałam zobaczyłam siebie w lustrze. Już wiem dlaczego. Podeszłam do lustra. No popatrz na siebie jesteś żałosna. Odezwała się moja dręczycielka. Dawno jej nie słyszałam. Łzy spływały mi po policzkach. Zamknęłam oczy kiedy je otworzyłam były czarne.
Uderzyłam pięścią w lustro a one rozbiło się na miliony maleńkich kawałeczków. Pobiegłam na górę. Wbiegłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę. Mogłam się tego spodziewać zaufałam mu a od odszedł zostawił mnie chociaż wiedział że się boje. Że boje się odrzucenia. Wiedział że boje się komuś zaufać. Zaufałam mu a on odszedł. Poczułam ból w klatce piersiowej. Już nigdy nie zobaczę jego szmaragdowych oczu ani tego uśmiechu. Już nigdy mnie nie przytuli ani pocałuje. Ból nasilał się. Oparłam plecy o zimne kafelki i osunęłam się usiadłam ze spuszczoną głową. Tylko jemu zaufałam a on odszedł. Nie dziwie mu się nie pozwalałaś mu się dotykać. Bała się zrobić krok na przód. Chłopak miał dość.Głos w mojej głowię nie ustawał. Położyłam dłonie na uszach i bujałam się w przód i w tył.
-To nie prawda on dla tego nie odszedł.-krzyknęłam krztusząc się łzami. Zwinęłam się w kulkę. Ból w klatce nie dawał za wygraną. Nienawidzę siebie za to kim jestem. Może dla tego odszedł bo jestem właśnie taka.Wyszłam z kabiny. Nie mam na nic siły to boli. Ubrałam jakieś spodnie i luźną koszulkę. Zeszłam na dół weszłam do salonu. Podeszłam do barku wzięłam z niego whisky. Usiadłam na stole. Odkręciłam butelkę i wypiłam kilka łyków. Co mam innego do roboty? Upije się w trupa i najwyżej skocze z mostu. Byłby punkt dla mnie Klaus by mnie nie dorwał a ja bym nie cierpiała. Pragnę żeby mnie przytulił. Pragnę poczuć jego zapach jego dotyk na swoim ciele. Kolejne łzy wyrwały się z moich oczu i spływały po moich policzkach. Wzięłam kolejną porcje alkoholu. Jestem słaba i żałosna. Włączyłam muzykę zeskoczyłam ze stołu przyłożyłam butelkę do ust i ją przechyliłam a szkarłatna ciecz wlała się do ust. Zaczęłam kręcić się z butelką w ręce. Chciałam się jeszcze napić ale już nic nie było w butelce.
-Jebana butelka.-patrzyłam na nią- i co mam z tobą zrobić-rzuciłam nią o ścianę a ta roztrzaskała się na kawałeczki. Zaśmiałam się. Wzruszyłam ramionami. Usiadłam na kanapie przyciągnęłam do klatki piersiowej. Ten dom jest taki duży i pusty. Żadnej żywej duszy. Ja nie żyje nie istnieje. Jak mam żyć bez niego? Będzie tak jakbym nie istniał. Te słowa krążyły w moich myślach bez przerwy. Wpatrywałam się w ścianę na przeciwko kanapy. Nic nie czyje oprócz bólu w klatce piersiowej. Jedyna osoba której zaufała odeszła. Dlaczego nie zasługuje na szczęście? Oczy niemiłosiernie piekły mnie od płaczu ale nie potrafiłam przestać. Patrzyłam ta tą ścianę a łzy samowolnie wypływały z moich oczu. Jedynym uczuciem które mogę czuć to ból. Ruszyłam dupę z kanapy i poszłam do swojego pokoju. Zmuszę go żeby się pojawił. Ubrałam się. Weszłam do łazienki i pomalowałam się. Chwyciłam czerwoną szminkę i pomalowałam ją moje usta. Włożyłam do dolnej wargi złoty kolczyk. Wyszłam z łazienki i zeszłam po schodach weszłam do garażu. Chyba mam więcej genów faceta skoro mam frajdę kiedy jeżdżę sportowym autem. Zgadza się dziewczyna też może mieć takie zabawki. Kto powiedział że to jest zaklepane wyłącznie dla facetów. Podeszłam do samochodu który był zakryty białym materiałem chwyciłam go i ściągnęłam za niego. Moim oczom ukazał się koenigsegg ccx. Nazywam go staruszkiem chociaż do najstarszych nie należy. Chwyciłam klucze zawieszone na wieszaku. Wsiadłam do samochody otworzyłam drzwi garażowe pilotem. Włożyłam kluczyk do stacyjki i odpaliłam. Muzyka dla moich uszu ryk silnika. Wyjechałam z garażu zamknęłam go. Wjechałam na ulice i przycisnęłam gazu. Do wolnych kierowców nie należę na ale co zrobić.
Dojechałam na obrzeża Londynu. Skręciłam w boczną ulice i usłyszałam ryk samochodów. No to dobrze trafiłam. Wjechałam na jakiś parking. Zaparkowałam auto. Nie mam zamiaru wychodzić z samochodu. Mnóstwo napakowanych tępaków i pustych lasek. Zgasiłam silnik. Jedna dziewczyna przykuła moją uwagę. Ta gapie się na jakąś dziewczynę czasami są bardziej pociągające od facetów. Miała na sobie brązową spudniczke przed kolana białą koszule włożoną do spudniczki i byty na lekkim obcasie. Długie brązowe włosy. Obróciła się w moją stronę. Otworzyłam szerzej oczy. To Sara. Co ona ty robi do chuja pana ? Wysiadłam z auta i ruszyłam w jej stronę.
-Co ty tu robisz?-warknęłam w jej kierunku.
-N...nic-zaczęła się jąkać i spuściła wzrok.
-Sara ty jesteś.-usłyszałam za sobą głos Zayna. Obróciłam się w jego stronę i bez żadnych ostrzeżeń uderzyłam go pięścią w szczękę.
-Zabierz ją stąd-warknęłam-Jesteś aż taki głupi że zabierasz ją w takie miejsce. Pojebało cie do reszty?!-krzyknęłam
-Chciałem jej pokazać jak wygląda mój świat.-wysyczał przez zaciśnięte zęby poruszając szczęką.
-Ty nic nie rozumiesz. Nasz świat jest dla niej niebezpieczny. Nie rozumiesz jak ona się dowie kim jesteś będzie musiała umrzeć. Człowiek jak się dowie kim jesteśmy musi umrzeć.
-Nie pozwolę żeby coś się jej stało.
-Już się coś jej stało. Grozi jej śmierć.
-Zabije każdego kto ją dotknie.
-Zajebiście ale nie pomyślałeś o jednym szczególe.
-Jakim niby?-podniósł jedną brew do góry.
-Taki że jesteśmy na wyścigach. Że łowca może się łatwo wmieszać w tłum i ją zabić. Hmm... tak to chyba to.
-Dobra zabiorę ją stąd.-zrobił krok w jej stronę. Obrócił głowę w moim kierunku-Po co ty tu przyjechałaś?
-A niby po co się przyjeżdża na wyścigi.-przewróciłam oczami. Ruszyłam w stronę mojego samochodu. Oparłam się o maskę.
Dlaczego ja zawsze muszę wszystko spieprzyć?
_________________________________________________________________________________
Następny rozdział pojawi się za tydzień. Sory że dodaje co tydzień ale koniec roku te wszystkie poprawki itp.
Jej kolczyk
Dojechałam na obrzeża Londynu. Skręciłam w boczną ulice i usłyszałam ryk samochodów. No to dobrze trafiłam. Wjechałam na jakiś parking. Zaparkowałam auto. Nie mam zamiaru wychodzić z samochodu. Mnóstwo napakowanych tępaków i pustych lasek. Zgasiłam silnik. Jedna dziewczyna przykuła moją uwagę. Ta gapie się na jakąś dziewczynę czasami są bardziej pociągające od facetów. Miała na sobie brązową spudniczke przed kolana białą koszule włożoną do spudniczki i byty na lekkim obcasie. Długie brązowe włosy. Obróciła się w moją stronę. Otworzyłam szerzej oczy. To Sara. Co ona ty robi do chuja pana ? Wysiadłam z auta i ruszyłam w jej stronę.
-Co ty tu robisz?-warknęłam w jej kierunku.
-N...nic-zaczęła się jąkać i spuściła wzrok.
-Sara ty jesteś.-usłyszałam za sobą głos Zayna. Obróciłam się w jego stronę i bez żadnych ostrzeżeń uderzyłam go pięścią w szczękę.
-Zabierz ją stąd-warknęłam-Jesteś aż taki głupi że zabierasz ją w takie miejsce. Pojebało cie do reszty?!-krzyknęłam
-Chciałem jej pokazać jak wygląda mój świat.-wysyczał przez zaciśnięte zęby poruszając szczęką.
-Ty nic nie rozumiesz. Nasz świat jest dla niej niebezpieczny. Nie rozumiesz jak ona się dowie kim jesteś będzie musiała umrzeć. Człowiek jak się dowie kim jesteśmy musi umrzeć.
-Nie pozwolę żeby coś się jej stało.
-Już się coś jej stało. Grozi jej śmierć.
-Zabije każdego kto ją dotknie.
-Zajebiście ale nie pomyślałeś o jednym szczególe.
-Jakim niby?-podniósł jedną brew do góry.
-Taki że jesteśmy na wyścigach. Że łowca może się łatwo wmieszać w tłum i ją zabić. Hmm... tak to chyba to.
-Dobra zabiorę ją stąd.-zrobił krok w jej stronę. Obrócił głowę w moim kierunku-Po co ty tu przyjechałaś?
-A niby po co się przyjeżdża na wyścigi.-przewróciłam oczami. Ruszyłam w stronę mojego samochodu. Oparłam się o maskę.
Dlaczego ja zawsze muszę wszystko spieprzyć?
_________________________________________________________________________________
Następny rozdział pojawi się za tydzień. Sory że dodaje co tydzień ale koniec roku te wszystkie poprawki itp.
Jej kolczyk
CZYTASZ=KOMENTARZ :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz